::: www.Jarocin-Festiwal.com/forum ::: !Teraz Jarocin 2012! :::


Historia i dzień obecny Festiwali rockowych w Jarocinie

Ogłoszenie


Jarocin Festiwal | Utwórz swoją wizytówkę

#1 2006-08-03 15:42:47

Dziarex

Gość

Muzycy w służbie PRL-owi :-)

I to nie żarty.

Grałeś w Jarocinie? Być może ktoś z zespołu na Ciebie donosił...

Tomasz Gron, perkusista zespołu Moskwa, w 1986 zakończył karierę muzyczną by stać się prawnikiem. Po latach musiał złożyć oświadczenie lustracyjne:

TOMASZ GRON, s. Aleksego, urodzony 5 października 1961 roku w Łodzi, zamieszkały w Łodzi, oświadczył, że pełnił służbę w organach bezpieczeństwa państwa.

Źródło:
http://www.abcnet.com.pl/pl/artykul.php … 256&token=

http://www.abc.com.pl/serwis/mp/1999/0118.htm

PS. Nie to, żeby potępiać... Ot ciekawostka po prostu :-)

 

#2 2006-08-03 17:55:11

Piki

Grupowicz Gaduła

2606125
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-07-22
Posty: 393

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

To napewno on ?

Swoją drogą, zobacz jakich słów używa autor strony - przecież to jakaś wiocha


Życie współczesne to powieść idioty...

Offline

 

#3 2006-08-03 20:35:19

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Piki napisał:

To napewno on ?

No "Pałker" z tego co pamiętam kończył prawo. Więc prokuratura, to "po linii"... ;-)

Rocznik 1961. Guma 1965...

1986-1961=25 lat. Skończył studia i poszedł do pracy, przestał grać w M-kwie.

Gron to nie jest bardzo popularne nazwisko. google.pl nie wyrzuca tak wielu jak przy Kowalskim chocby...

Kiedyś już ktoś mi zwracał na to uwagę... Z muzyków...

Piki napisał:

Swoją drogą, zobacz jakich słów używa autor strony - przecież to jakaś wiocha

Nie czytałem. Ale jak Ci przeszkadza, to zawsze możesz kliknąć drugi link.

Uzupełniam dziś: Potwierdzenie w http://jarocin.pun.pl/viewtopic.php?pid=458#p458
Grupowicz pkukiz pisze

Ostatnio edytowany przez Jarocin-Festiwal (2006-08-12 10:49:08)


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 

#4 2006-09-10 12:03:21

Piki

Grupowicz Gaduła

2606125
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-07-22
Posty: 393

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Tak mi się przypomniało - w jakimś starym Non Stopie lub Rock'n'Rollu jest artykuł w którym to autorzy zastanawiają się czy Tomasz "Gogo Shultz" Kożuchowski (pałker m.in. Tzn Xenna,Armia) i Tomasz Lipiński (git.,woc. m.in. Tilt,Brygada Kryzys byli agentami STASI :)
Miały na to wskazywać niemieckojęzyczne pseudonimy artystyczne oraz częste wyjazdy obu muzyków do Berlina

Jak kiedyś to znajdę to zeskanuję


Życie współczesne to powieść idioty...

Offline

 

#5 2006-09-12 00:06:57

 Skywalker

Grupowicz Gaduła

Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-08-19
Posty: 735
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Piki napisał:

Tak mi się przypomniało - w jakimś starym Non Stopie lub Rock'n'Rollu jest artykuł w którym to autorzy zastanawiają się czy Tomasz "Gogo Shultz" Kożuchowski (pałker m.in. Tzn Xenna,Armia) i Tomasz Lipiński (git.,woc. m.in. Tilt,Brygada Kryzys byli agentami STASI :)
Miały na to wskazywać niemieckojęzyczne pseudonimy artystyczne oraz częste wyjazdy obu muzyków do Berlina

Jak kiedyś to znajdę to zeskanuję

Generalnie okazuje się, że byli w J. muzycy donoszący na kolegów. Z reguły pochodzili z tych najbardziej "rozideologizowanych" zespołów...
Jakoś panowie z IPN o tym nie napisali... A szkoda, bo jeden z forumowiczów nie wie teraz komu ma ściskać rękę a komu nie :-) gdy spotyka podczas koncertów...

Offline

 

#6 2006-09-12 10:42:39

Piki

Grupowicz Gaduła

2606125
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-07-22
Posty: 393

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Jeszcze propo Grona, niekoniecznie "donosił" jako muzyk
Przecież prawnikiem został po przygodzie z Moskwą i może dopiero wtedy rozpoczął karierę w SB ?


Życie współczesne to powieść idioty...

Offline

 

#7 2006-09-12 11:17:36

 Skywalker

Grupowicz Gaduła

Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-08-19
Posty: 735
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Piki napisał:

Jeszcze propo Grona, niekoniecznie "donosił" jako muzyk
Przecież prawnikiem został po przygodzie z Moskwą i może dopiero wtedy rozpoczął karierę w SB ?

Pełna zgoda. :-)

Offline

 

#8 2006-09-24 21:55:03

Filip GRON

Gość

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

To było WSW a , nie Sb i wszystko jasne. Mój ojciec ścigał kryminalistów w wojsku

 

#9 2006-09-25 22:50:19

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Ponieważ o WSW ludzie wiedzą mniej, więc w takim razie trochę linków i  kilka artykułów, oraz audycje radiowe.
Wytłuszczenia dla ułatwienia, choć całość też ciekawa:


http://polskaludowa.com/dokumenty/wojsko/jpg/helm_WSW.jpg

Totalna militaryzacja
słowa: Kazik Staszewski
muzyka: Kult


Czy widziałeś na dworcu o dwudziestej czwartej
Ilu żołnierzy kryje się przed WSW
Czy myślałeś czemu rodzi dziecko się
A potem porywają, porywają je

   Porywają je w imię totalnej militaryzacji
   W imię zbrojeń uczą strzelać go
   Porywają je w imię totalnej militaryzacji
   W imię zbrojeń uczą strzelać go
   Uczą strzelać go
   Uczą strzelać go
   Uczą strzelać go

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


Gazeta Wyborcza
http://serwisy_gazeta_pl/df/1,34471,3182807_html
(żeby powyższy link zadziałał zamień "_" na ".")

Przeszedłem odwrotną drogę
Piotr Głuchowski i Jacek Hołub
2006-02-27, ostatnia aktualizacja 2006-02-24 19:33
Na takich jak my ci poprawni politycznie mówili: "Oszołomy". Rozmowa z posłem PiS Antonim Mężydłą


(...)

Męty?

Męty, menele. Jak mnie Stasiu odwiedził i przywiózł trochę bibuły, od razu donieśli. Pierwszy raz mnie wtedy pobito. Ściągnęli do jednostki porucznika WSW, nazywał się Tadeusz Robak. Wziął mnie na przesłuchanie i po drodze z półobrotu walnął w splot słoneczny tak, że się od razu bezwładny zrobiłem. Jak mnie w końcu z tego Lublińca wypuścili, byłem chudszy o kilkanaście kilo.

(...)


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++




Do trzech razy sztuka

Komentarz  ·  Polskie Radio (program pierwszy)  ·  30 września 2006
  |  www.michalkiewicz.pl



Kiedy 29 lat temu, jako 30-latek, przystępowałem do Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że za mojego życia komunizm w Polsce zostanie obalony. Jakże mógłbym tak myśleć, skoro zaledwie dwa lata wcześniej, w Akcie Końcowym KBWE w Helsinkach uroczyście zatwierdzono istniejące w Europie granice – a więc i granice imperium sowieckiego?

Jakże – skoro do polskiej konstytucji wpisano sojusz ze Związkiem Sowieckim? Kiedy w NRD stało ponad 30 sowieckich dywizji pancernych i ogólnowojskowych, a dowództwo Północnej Grupy mieściło się w Legnicy? Więc nie przypuszczałem, że za mojego życia coś się zmieni, ale do konspiracji przystąpiłem, bo przecież ktoś musiał to zrobić.

Jednak już rok później papieżem został Karol kardynał Wojtyła. W następnym roku, już jako Jan Paweł II odwiedził Polskę, wygłaszając na Placu Zwycięstwa pamiętne, przejmujące do głębi wezwanie: „Niech zstąpi Duch Twój!”.

I rzeczywiście – coś się stało. Ludzie przestali się bać własnego strachu przed komunistyczną władzą i podnieśli bunt, którego owocem stała się Solidarność. Wielu milionom ludzi przyniosła nadzieję na wyzwolenie spod władzy komunistycznej mafii.

Jednak 13 grudnia 1981 roku położył tej nadziei kres. Przez następne lata musieliśmy znosić surowe prawa stanu wojennego, musieliśmy patrzeć na panoszenie się łajdaków i szubrawców, na rabowanie państwa przez uwłaszczającą się nomenklaturę.

Więc kiedy w 1989 roku rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu, mimo różnych zastrzeżeń i obaw, znowu zaświtała nadzieja. Wydawało nam się, że to wszystko naprawdę, ze tym razem rzeczywiście chodzi o wyzwolenie. Jednak już zmiana ordynacji w trakcie kontraktowych wyborów i wyniesienie generała Jaruzelskiego na prezydenta Polski rzekomo niepodległej podziałało na wielu jak zimny prysznic.

Ostateczne rozczarowanie przyszło 4 czerwca 1992 roku, kiedy to rząd premiera Olszewskiego, za próbę ujawnienia agentury w strukturach państwa, został obalony przez kontrahentów umowy okrągłego stołu. Nadzieja na wyzwolenie została pogrzebana po raz drugi.

I wreszcie dzisiaj – 30 września 2006 roku. Mam już 59 lat i w dniu likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych znowu odżywa we mnie nadzieja, że może tym razem naród wreszcie odzyska polityczną suwerenność, utraconą w 1939 roku. Widzę jednak, że nasi okupanci znowu zwierają szeregi, znowu próbują doprowadzić do upadku rządu, znowu próbują wdeptywać nas w ziemię tak, jak ich ojcowie – naszych ojców. Znowu próbują zamordować nadzieję.

Do trzech razy sztuka. Tym razem już im na to nie pozwólmy. Tym razem zastąpmy im drogę.


Stanisław Michalkiewicz
  www.michalkiewicz.pl


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

WSW - wojskowa policja polityczna




Ujawnienie współpracy znanego dziennikarza telewizyjnego Sławomira Jeneralskiego z Wojskową Służbą Wewnętrzną każe dokładniej przyjrzeć się tej służbie. Gwiazda telewizji ery Roberta Kwiatkowskiego uważa, że nie ma powodu do wstydu. Tymczasem WSW była formacją ukierunkowaną na walkę z wrogą działalnością polityczną.


Wojskowa Służba Wewnętrzna powołana została rozkazem szefa MON z 10 stycznia 1957 roku, w miejsce osławionego Głównego Zarządu Informacji, czyli stalinowskiej policji politycznej w wojsku. Głównym powodem likwidacji była właśnie rola, jaką GZI odegrał w czasach stalinowskich. Informacja uczestniczyła w walce z podziemiem niepodległościowym, rozpracowywaniem oficerów wywodzących się z przedwojennej armii. Informacja uczestniczyła w aresztowaniach i torturach wielu oficerów, żołnierzy, działaczy opozycyjnych. Ocenia się, że do przełomu październikowego GZI aresztował ok. 17 tys. osób cywilnych i wojskowych.

WSW ściśle współpracowało z cywilną SB. Dotyczyło to m.in. kontroli korespondencji, czym zajmowało się Biuro W MSW, (Biuro W - perlustracji i korespondencji) oraz podsłuchów zakładanych w systemie cywilnej łączności telefonicznej, tym zajmowało się Biuro T MSW.


Wypróbowane kadry


Ocenia się, że w skład WSW wchodziło kilka tysięcy oficerów, żołnierzy i pracowników cywilnych. W 1960 roku liczyła 4230 osób - 1348 oficerów, 1069 podoficerów oraz 1813 szeregowców. W późniejszym czasie liczebność WSW znacznie wzrosła. Dla porównania w 1955 r. Informacja Wojskowa posiadała 11 898 żołnierzy, w tym 1391 oficerów kontrwywiadu. Początkowo zmniejszyła się liczba agentów wojskowych służb. W grudniu 1957 roku liczba tajnych współpracowników pionu kontrwywiadu wojskowego wynosiła ok. 2100.

Przygotowaniem kadr zajmowała się powstała w 1945 r. szkoła Informacji Wojskowej, którą w 1948 roku przekształcona została w Oficerską Szkołę Informacji Wojska Polskiego w Wesołej pod Warszawą. Od 1957 roku przeniesiono ją do Mińska Mazowieckiego i przemianowano na Kurs Doskonalenia Oficerów, a następnie Ośrodek Szkolenia WSW. W Mińsku Mazowieckim znajdowało się też archiwum WSW. Od 1960 roku kilku absolwentów ośrodka kierowano na tzw. Kurs Doskonalenia przy Wyższej Szkole KGB ZSRR. Koordynacją współpracy pomiędzy WSW a radzieckim aparatem bezpieczeństwa zajmował się szef oficerów łącznikowych KGB do spraw kontrwywiadu wojskowego. Zazwyczaj był on jednocześnie III zastępcą szefa Misji Łącznikowej KGB.

Struktura Szefostwa WSW w 1957 r. składała się z dwóch podstawowych pionów – kontrwywiadu i służby porządkowej, jednak w latach następnych zmieniała się ona.

Na czele WSW stał Szef, któremu podporządkowany był aparat wykonawczy, nosił on nazwę nazwę Szefostwa.

W sierpniu 1961 r. zarządzeniem szefa MON utworzono dodatkowe stanowisko zastępcy Szefa WSW do spraw politycznych.

W skład struktury WSW wchodził Zarząd I, który odpowiadał za realizacje i kontrolę osłony kontrwywiadowczej jednostek Wojska Polskiego oraz zakładów specjalnych (przemysłu obronnego). Wewnątrz Zarządu I funkcjonowały:

- Oddział I - ochrona tajemnicy i profilaktyka

- Oddział II - kontrwywiad ofensywny, dokonywanie werbunków, prowadzenie tzw. gier operacyjnych

- Oddział III - zwalczanie dywersji ideologicznej

- Oddział IV - analiza kontrwywiadowcza

Zarząd II zajmował sprawami porządkowo-dochodzeniowymi. W składzie Zarządu II funkcjonowały:

- Oddział I - prowadzenie dochodzeń i współpraca z Naczelną Prokuraturą Wojskową i Komendą Główną Milicji Obywatelskiej;

- Oddział II - nadzór nad służbami patrolowymi, porządkowo-ochronnymi, oraz regulacji ruchu związków taktycznych (oddziałowi II podlegał także batalion ratowniczy byłego GZI WP);

- Oddział III - prowadzenie pracy operacyjno-poszukiwawczej w pionie dochodzeniowym;

- Oddział IV - badanie efektywności pionu dochodzeń oraz praca kontrolno-instruktażowa;

- Główny Inspektorat Samochodowy - prowadzenie inspekcji wojskowych środków transportu;

Z kolei Samodzielny Oddział III - (Specjalny) wykonywał zadania usługowe o charakterze kontrwywiadowczym. W jego składzie funkcjonowały następujące jednostki:

- Wydział I - ochrona ministra obrony narodowej oraz jego najbliższej rodziny;

- Wydział II - instalacja podsłuchów, dokonywanie tajnych przeszukań w mieszkaniach;

- Wydział III - obserwacja;

- Wydział IV - obsługa podsłuchów (głównie wojskowych linii telefonicznych);

- Wydział V - radiokontrwywiad, wykrywanie obcych radiostacji nadawczych.

Samodzielny Oddział IV obejmował administrację, tajną kaclelarię, ewidencję operacyjną, archiwum, łączność kodowaną i szyfrową, sprawy mobilizacyjne, legalizację dokumentów, opiniowanie kadry WP przewidzianej przez MON do awansów na wyższe stopnie wojskowe.

Terenowymi jednostkami Wojskowej Służby Wewnętrznej były zarządy okręgów wojskowych (tj. Zarząd Pomorskiego Okręgu Wojskowego, Zarząd Œląskiego Okręgu Wojskowego, Zarząd Warszawskiego Okręgu Wojskowego) i oddziały WSW (Oddział Wojskowej Służby Wewnętrznej Marynarki Wojennej i Oddział WSW Warszawa). Istniały jeszcze mniejsze jednostki na niższych szczeblach - oddziały WSW (było ich 17) i wydziały WSW (10).


Razem z KBW


Poważniejsze zmiany organizacyjne w WSW zaczęto wprowadzać na początku lat 60. Najpierw utworzono wydziały WSW związków taktycznych oraz jednostek wyposażonych w „spectechnikę” (powołano wydziały WSW przy brygadach rakiet operacyjno-taktycznych w Biedrusku, Orzyszu, Bolesławcu i Choszcznie).

W połowie lat 60. przejęto z MSW organa Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza. Zmiany te motywowano koniecznością zapewnienia skutecznej osłony kontrwywiadowczej sił zbrojnych PRL.

Formalnie służba została powołana do kontrwywiadowczej ochrony wojska, prowadzenia dochodzeń karnych w sprawach żołnierzy oraz czuwania nad przestrzeganiem dyscypliny i porządku wojskowego w garnizonach.

Jednak w praktyce okazało się, że WSW realizowała także działania charakterystyczne dla policji politycznej w państwach totalitarnych – zwalczała wpływy Kościoła katolickiego, kontrolowała kontakty zagraniczne, inwigilowała żołnierzy i oficerów pochodzących się ze środowisk opozycyjnych.



Przeciw „Solidarności“ i opozycji


Działania te nasiliły się po powstaniu „Solidarności“ w 1980 r. Wtedy szef MON określił, że głównymi kierunkami zagrożenia wojska jest wroga działalność ideologiczna. WSW miała działać w celu „niedopuszczenia do prowadzenia wrogiej i destrukcyjnej działalności wewnątrz wojska, zapewnieniu, we współdziałaniu z MSW, szczelnej kontrwywiadowczej ochrony sił zbrojnych przed próbami oddziaływania sił kontrewolucyjnych i wspierających ich działalność zachodnich ośrodków dywersji ideologicznej, ujawnieniu i zdecydowanemu przeciwdziałaniu penetracji wywiadowczej państw NATO.“

WSW miała również prowadzić rozpoznanie osoby ze środowisk wojskowych, które reprezentowały „wrogie postawy polityczne i miały powiązania z elementami antysocjalistycznymi“. Kontrwywiad miał także zdecydowanie przeciwdziałać wszelkim próbom prowadzenia wewnątrz wojska „wrogich działań politycznych“, „tworzenia nielegalnych organizacji“.

W stanie wojennym WSW prowadziła szereg działań represyjnych wobec opozycji m.in. zatrzymano i przekazano MSW najbardziej aktywnych działaczy “Solidarności ” z zakładów podległych MON, przejęto majątek, materiały i bazę poligraficzną tych struktur związkowych.

Kontrwywiad wojskowy został również zaangażowany w działania skierowane przeciwko osobom cywilnym. WSW doprowadziła do likwidacji dziesięciu “znaczących ośrodków dyspozycyjnych wrogiego podziemia politycznego w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Bytomiu, Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Bydgoszczy i Łodzi.

Do najważniejszych akcji osiągnięć tej służby należy m.in. rozbicie Regionalnego Komitetu Strajkowego i aresztowania trzech kolejnych jego przywódców (Władysława Frasyniuka,Piotra Bednarza i Józefa Piniora).

W styczniu 1982 r. WSW rozpoczęło rozpoznanie struktur podziemnych utworzonych w Warszawie przez członków “Solidarności , KOR i KPN. Służby wojskowe uczestniczyły w lokalizacji nadajników „Radia Solidarność“ i „Solidarności Walczącej“. Inwigilowano także środowisko „GŁOSU“ i wydawanego przez nas tygodnika“.

Według informacji samego zastępcy Szefa WSW z lipca 1989 r kontrwywiad wojskowy posiadał informatorów w dość zróżnicowanych środowiskach politycznych - od „opozycji antyustrojowej“ do „ekstremalnych nurtów koalicji“.



Szczątkowa weryfikacja


Po zmianach ustrojowych w 1989 r. WSW uległa przeobrażeniu. Służba została rozwiązana na podstawie rozkazu MON z 18 kwietnia 1990 r. W tym samym roku WSW zostało połączone z Zarządem II Sztabu Generalnego WP (tzn. wywiadem wojskowym) i w ten sposób powstał Zarząd II Wywiadu i Kontrwywiadu oraz Żandarmeria Wojskowa. Pod koniec 1991 r. Wywiad i Kontrwywiad Zarządu II Sztabu Generalnego przekształcono w Inspektorat Wojskowych Służb Informacyjnych. Należy zaznaczyć, że tylko w ramach WSW była przeprowadzona szczątkowa weryfikacja, którą zajmował się m.in. Waldemar Strzałkowski. Pomimo takich działań w następnych latach pojawiały się oskarżenia, sugestie, informacje dotyczące współpracy z WSW wysokich urzędników państwowych III RP (np. sprawa wiceszefa ABW Pawła Tarnowskiego i byłego szefa WSI Tadeusza Rusaka). W latach 1990 – 1991 działalność WSW stała się przedmiotem prac specjalnej komisji senackiej. Komisja stwierdziła szereg nieprawidłowości i nadużyć finansowych. W związku z tym zwróciła się do prezesa NIK o przeprowadzenie kontroli gospodarki finansowej w dawnym Szefostwie WSW. Komisja zwróciła m.in. uwagę na: n sposób prowadzenia dokumentacji finansowej oraz jej losy po rozwiązaniu WSW;

sposób gospodarowania środkami pozabudżetowymi, pochodzącymi m.in. z gier wywiadowczych i polowań dewizowych;

powiązania z przedsiębiorstwami polonijnymi, które miały odprowadzać część dochodów do WSW;

nieprawidłowości w dysponowaniu funduszem operacyjnym;

korzystanie z usług zakładów wojskowych (np. wyrób sztucerów dla gen. Buły i gen. Poradki przez 1. Składnicę Techniczną w Pomiechówku).

Komisja potwierdziła także fakt działań WSW skierowanych przeciwko opozycji politycznej. Autorzy raportu stwierdzili wtedy m.in., że we wszystkich kolejnych instrukcjach dotyczących działań WSW zawarty był zapis o zwalczaniu wrogiej działalności politycznej i w praktyce zadania wykraczały daleko poza kontrwywiad.


opr. PIOTR BĄCZEK


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


T   Y   G   O   D   N   I   K   
N A S Z A         P O L S K A
    ISSN 1425-1914     Indeks 332453     NR 24 (545)     14 czerwca 2006   


Weryfikacja kadr WSI: odciąć korzenie PRL
Jak się do tego zabrać...?



Nareszcie! Rozwiązanie Wojskowych Służb Informacyjnych staje się faktem. Jednakże znając tę najtrwalszą ostoję PRL od wewnątrz, obawiam się powtórki weryfikacji w wersji przećwiczonej na SB.
Na wstępie rozprawmy się raz na zawsze z mitem, który żył w przeszłości i ciągle jeszcze jest nadużywany przez wszelkiej maści obrońców WSI. Ażeby rzetelnie ocenić faktyczne znaczenie wojskowych służb specjalnych dla obronności kraju, należy osobno potraktować ich dorobek z okresu przed i po utworzeniu WSI. Jak wiadomo, WSI powstały z prostego połączenia wywiadu wojskowego (Zarządu II Sztabu Generalnego) i kontrwywiadu wojskowego (Wojskowej Służby Wewnętrznej). Celem tego mariażu było stworzenie wrażenia nadążania za przemianami zachodzącymi w kraju, a w rzeczywistości ukrycie w nowej organizacji najbardziej skompromitowanych aktywistów wojskowej bezpieki.
Zarząd II SG w całej swojej historii żadnych istotnych sukcesów nie osiągał. Działając w ramach Układu Warszawskiego, wnosił jakiś tam swój wkład w "osłabianie" NATO jako głównego przeciwnika jednak jakość ich materiałów wnoszonych do wspólnej puli UW w ramach tzw. wymiany nie dorównywała osiągnięciom towarzyszy enerdowskich czy czechosłowackich. Wynikało to z faktycznego bazowania na materiałach ogólnodostępnych pozyskiwanych przez rezydentury uplasowane w różnych placówkach dyplomatycznych i handlowych. Nawet w najlepszych latach Zarządu II ilość materiałów uzyskiwanych ze źródeł operacyjnych (agenturalnych) nie przekraczała 5 proc. całości.
Nie lepiej wiodło się w WSW. Służba ta miała niezwykłe osiągnięcia w liczbie werbunków wśród wojskowych i ich otoczenia. W ważniejszych instytucjach wojskowych nawet co trzeci oficer był stukiem (tak z rosyjska oficerowie WSW określali swoich donosicieli). W misjach pokojowych stukiem był prawie każdy, gdyż cnotę poprawnej współpracy z WSW uczyniono podstawowym warunkiem kwalifikacyjnym na bądź co bądź intratny wyjazd zagraniczny. Cały ten przerośnięty aparat zajmował się najniższych lotów donosicielstwem. Skrupulatnie namierzano kadrę WP chyłkiem chodzącą na Msze święte, biorącą śluby kościelne, chrzczącą dzieci itp. Gorzej z zadaniem podstawowym, czyli wykrywaniem faktycznej obcej agentury w WP. Jeżeli już nawet złapali słynnego szablistę Jerzego Pawłowskiego, to ze wskazania towarzyszy radzieckich, a kompromitujące dezercje z własnych szeregów skrupulatnie ukrywano. Sztandarową była ucieczka na Zachód kpt. Sumińskiego z komórki kontrwywiadowczej "osłaniającej" Zarząd II SG. Ten pupil generałów kierujących wojskowymi służbami specjalnymi (Buła, Kiszczak) nie tylko bezkarnie posiadł i sprzedał najcenniejsze ówczesne tajemnice, ale na dodatek sprawę utajniono i nie wyciągnięto żadnych konsekwencji służbowych czy organizacyjnych.
Osobny rozdział stanowi niestatutowe angażowanie się obu tajnych służb wojskowych w działania skierowane przeciwko ruchom wolnościowym po roku 80. Na terenie kraju szczególnie aktywna była WSW, która rozpracowywała środowiska solidarnościowe, bynajmniej nie związane z wojskiem, szeroko współpracując, a nawet rywalizując z policją polityczną (SB). Sekundował jej Zarząd II SG, nie tylko za granicą, gdzie postawiono priorytet na rozpracowywanie środowisk polonijnych, lecz także w kraju, gdzie przekazywano do WSW współpracowników uplasowanych w "Solidarności" i podejmując inne działania, jak założenie podsłuchów w Hali Oliwii w czasie zjazdu "Solidarności".
W nowej rzeczywistości III RP nie tknięte przemianami wojskowe służby specjalne zmieniły tylko swój szyld, łącząc się w jeden organizm nazwany niewinnie Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Formalnie też nowa służba zmieniła kierunki zainteresowań, dostosowując je do nowej sytuacji geopolitycznej Polski. W rzeczywistości, zmieniło się niewiele. W służbie pozostali, a nawet awansowali, liczni oficerowie przeszkoleni w Moskwie. Pracę operacyjną pozoruje się do dzisiaj zgodnie z dobrze sprawdzonymi metodami. Faktycznie, cała elita WSI skupiła się głównie na robieniu prywatnych biznesów. Utworzono szereg firm mających rzekomo stanowić przykrywkę do działalności operacyjnej, wyprzedano w złodziejski sposób dużą część majątku, jak np. atrakcyjnie zlokalizowane lokale konspiracyjne (wille i mieszkania), bardzo wielu spec-oficerów znalazło się w radach nadzorczych największych przedsiębiorstw... Nic dziwnego, że nie ma większej afery gospodarczej bez udziału WSI...
I jaką obronność można tu osłabić?
Wartość obecnej kadry WSI
W początkach Zarządu II SG obowiązywały wysoko wyśrubowane zasady naboru nowych oficerów. Spośród wstępnie typowanych najlepszych absolwentów akademii wojskowych i szkół oficerskich, po dokładnej selekcji i licznych testach, nabierano najlepszych z najlepszych. Później coraz częściej do wywiadu trafiali synowie generałów i najwyższych działaczy PZPR, traktujący wywiad jako odskocznię do lukratywnych wyjazdów zagranicznych i robienia karier. Na koniec do Zarządu II SG trafiali nieomal wyłącznie ludzie ze specjalnego nadania. Nawet cywilna bezpieka uznała wojsko za dobre miejsce do plasowania swoich najlepszych synów (vide gen. Marek Dukaczewski). Obowiązywała niepisana zasada, że oficerowie bardzo zdolni, ale bez chodów, pracowali w komórkach technicznych i analitycznych, natomiast w komórkach ściśle wywiadowczych, czyli operacyjnych, królowali liczni cwaniacy o umysłach niekoniecznie lotnych, ale z dobrymi plecami.
W WSW od zarania liczyła się przede wszystkim lojalność i dobre pochodzenie, czyli z rodzin dawnej Informacji Wojskowej, PZPR czy SB. Podstawowym narzędziem w pracy operacyjnej, czyli werbunkowej, był: szantaż, zastraszanie i przekupstwo.
Takie oto zasoby kadrowe Zarządu II SG i WSW tworzyły podwaliny obecnych WSI. Nie wydalono żadnych oficerów najbardziej skompromitowanych wcześniejszymi nielegalnymi działaniami, a co najwyżej głęboko ich ukryto pod różnymi przykryciami, czyli na stanowiskach poza wojskiem, gdzie zachowali wszelkie przywileje wojskowe. Pracy nie stracił żaden z politruków, którzy nagle awansowali na stanowiska merytoryczne, a nawet kierownicze. Pojawiło się wielu młodych oficerów o zmienionych nazwiskach, bo nagle przestało być opłacalne podpieranie się nazwiskiem rodowym, kojarzącym się obecnie z niechlubną przeszłością.
Po połączeniu służb zunifikowano również proces szkolenia. Z wcześniejszych "szkółek" wywiadu i kontrwywiadu utworzono wspólne Centrum Szkolenia, w którym poziom nauczania uległ znacznemu obniżeniu. Podupadło szczególnie szkolenie językowe. Wewnętrzne komisje egzaminacyjne coraz częściej ulegały presji przełożonych i certyfikowały różnych niedouków, o których było wiadome, że i tak muszą wyjechać za granicę. Oczywiście obecni oficerowie WSI, niezależnie od swych korzeni i wcześniejszego postępowania, demonstrują wręcz bigoteryjną religijność oraz chętnie powołują się na tradycje wywiedzione z przedwojennej Dwójki. Jakoś nie chcą pamiętać, że w podziemiach ich obecnej siedziby przy ul. Oczki 2 ich poprzednicy w prostej linii z Informacji Wojskowej bezwzględnie maltretowali i mordowali tychże "dwójkarzy" jeszcze w latach 50. Pod tym względem obowiązuje selektywna amnezja.
Jak weryfikować
Zabierając się do odsiewania ziarna od plew, musimy mieć pewność, że w plewach jest ziarno. W wypadku WSI to założenie jest nader wątpliwe. Niestety, zachodzi tu oczywista konieczność zapewnienia ciągłości personalnej. W służbach specjalnych istnieje bardzo wiele specyficznych dziedzin, których specjalistów mogą sobie wykształcić tylko te służby. Tak więc planem minimum musi być odsianie przynajmniej grupy rzeczywistych fachowców, mających wykształcić zupełnie nowe pokolenie pracowników wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Konieczne jest również pozostawienie na okres przejściowy części kadry, która zagwarantuje kontynuację podstawowej działalności statutowej, czyli realizacji najistotniejszych zadań wywiadowczych i kontrwywiadowczych. W żadnym wypadku nie można pozostawić zbyt dużo starej kadry, nawet jeżeli Komisja Weryfikacyjna uzna wielu z nich za w miarę przyzwoitych ludzi. Trzeba koniecznie ochronić nowo tworzone służby przed przenikaniem szkodliwych, starych tradycji i nawyków, nie wspominając już o dawnych powiązaniach i układach personalnych.
Bezwzględnym czynnikiem dyskwalifikującym winna być przeszła działalność o charakterze zdecydowanie przestępczym, mafijnym, nieetycznym itp. Na zawsze muszą zniknąć ludzie umoczeni w przeróżne działania pozastatutowe i afery gospodarcze. Podobnie nie widzę żadnej przyszłości w nowych służbach dla byłych politruków i absolwentów szkół moskiewskich. Należy również bezpardonowo pozbywać się wszystkich synalków i pociotków dawnych PRL-owskich elit. Choć to nie wygląda elegancko i nie jest takie proste, trzeba dokładnie sprawdzić nie tylko personalia poszczególnych oficerów, ale też ich rodzin (bez względu na zmiany nazwisk), gdyż takie powiązania rodzinne mogą rzucić cień na przyszłość nowych służb. Odcinanie korzeni jest zabiegiem bolesnym, ale koniecznym.
Należy ponadto bezwzględnie wykluczyć z przyszłej służby wywiadowczej wszystkich tych oficerów, którzy w przeszłości byli współpracownikami WSW. Dawny kontrwywiad miał manię kontrolowania wszystkiego i wszystkich, a w tym wywiadu, choć nie miało to żadnego uzasadnienia merytorycznego. Sami jednak oficerowie wywiadu byli zobowiązani do pełnej lojalności wobec swojej służby i swoich przełożonych. Pójście na jakąkolwiek tajną współpracę z inną służbą, nawet polską, było oczywistym złamaniem zasady wierności i lojalności.
Najprościej jest przeprowadzić kwalifikację pozytywną. Dobry sposób stanowią egzaminy językowe i z wiedzy ogólnej, wzorowane częściowo na egzaminach dla kandydatów do Służby Cywilnej. Rzetelne egzaminy pozwolą na odsianie wszelkich plew - ludzi mało lub bezwartościowych, ale za to potencjalnie bardzo szkodliwych, którzy do służb dostali się dzięki "dziwnym" powiązaniom. Nie można zapomnieć także o przynajmniej częściowej weryfikacji majątkowej. Trzeba koniecznie ocenić, czy poszczególni oficerowie mogli rzeczywiście dorobić się w sposób legalny posiadanych majątków.
Jan Maloj
Za najmniej ważące należy uznać wszelkie deklaracje lojalności weryfikowanych oficerów. Oni naprawdę dobrze widzą, jak można przypodobać się nowemu kierownictwu! Oczywiście głupotą byłoby odtrącenie byłych oficerów WSI skłonnych do niesienia gorliwej pomocy w wyjaśnianiu dawnych afer, ale nie wolno takich postaw oceniać w kategoriach nagłego nawrócenia się i nie może to stanowić przepustki do kontynuacji kariery w nowych służbach. Rzetelne rozliczenie się z nie zawsze chlubną przeszłością jest obywatelskim obowiązkiem każdego z byłych oficerów WSI.


++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++


WSI, CZYLI PAŃSTWO W PAŃSTWIE

Niedotykalni


Mówi Marek Dukaczewski. Słyszałem, że piszecie artykuł o WSI - odzywa się głos w moim telefonie komórkowym. Mimo że jest wieczór, rzeczywiście taki tekst piszę. - Słyszałem też, że pani kolega szuka o nas samych złych rzeczy - kontynuuje generał. Na moje pytanie, od kogo to wszystko wie, pada odpowiedź: - Zdziwiłaby się pani.

Szef Wojskowych Służb Informacyjnych nie dał mi jednak szansy, abym mogła się zdziwić. Dalszy przebieg rozmowy był już bardzo pokojowy. Generał z kurtuazją zaprosił nas na spotkanie ("nie wyobrażam sobie, byście mogli napisać ten tekst bez tego") i poświęcił nam ponad cztery godziny. Żegnając się powiedział: - To porozmawialiśmy. Może was przekonałem. Po czym patrząc na nas dodał: - Chyba jednak nie?

Niedoszły generał

Generał Dukaczewski przekonał natomiast Andrzeja Barcikowskiego, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by wycofał wniosek o generalską nominację dla Mieczysława Tarnowskiego, wiceszefa ABW. Uczynił to w ostatniej chwili, a właściwie jeszcze później, bo postanowienie prezydenta w tej sprawie miało już nawet kontrasygnatę premiera. Zabrakło tylko uroczystości w Pałacu Prezydenckim.

Co spowodowało to bezprecedensowe zamieszanie?

- Generał przyszedł do ministra Barcikowskiego, kiedy dowiedział się, że premier podpisał wniosek o awans generalski dla Tarnowskiego - ujawnił w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" generał Tadeusz Rusak, szef WSI za rządów AWS. Dukaczewski przyniósł materiały, które miały świadczyć o tym, że Tarnowski od 1977 do 1990 roku był współpracownikiem tajnych służb wojskowych.

Wokół tej historii, która jest kolejnym skandalem związanym z wojskowymi służbami specjalnymi, mnożą się pytania. Czy WSI przekazały materiały w sprawie Tarnowskiego Instytutowi Pamięci Narodowej? Miały taki obowiązek - do IPN winny trafić wszystkie dokumenty, które powstały w służbach specjalnych przed rokiem 1990. Kto posiadał wiedzę o pozostającej do tej pory w cieniu stronie życia pułkownika? Kiedy Dukaczewski nabrał co do niego wątpliwości? Dlaczego zareagował dopiero wtedy, gdy wiceszef ABW został nominowany? I wreszcie jak to się stało, że do Tarnowskiego, który pracował w służbach specjalnych i miał dostęp do najściślejszych tajemnic, przez kilkanaście lat nikt nie zgłaszał zastrzeżeń? Generał Rusak ujawnił, że Tarnowski był wielokrotnie sprawdzany, zarówno przez jego ekipę, jak i następców, czyli ludzi Dukaczewskiego. - I wtedy też nic nie było - dziwi się Rusak. Były szef WSI wyciąga z tego wniosek, że generał Dukaczewski albo kłamał wcześniej, albo kłamie teraz.

Teczka na każdego?

Na razie brakuje odpowiedzi na te pytania. Ale zdaniem osób, z którymi rozmawialiśmy - funkcjonariuszy służb cywilnych i wojskowych, polityków, posłów z komisji do spraw służb specjalnych, historyków - to, co przytrafiło się Tarnowskiemu, jest doskonałą ilustracją stylu i metod działania WSI. W tej historii jak w soczewce skupiają się patologie, a także odwieczna niechęć między "cywilnymi" a "wojskowymi". Ci pierwsi zarzucają tym drugim posługiwanie się kłamstwem, szantażem, zastraszanie ludzi i grę teczkami, pamiętliwość. Podczas naszych prac nad artykułem przedstawiciele WSI w rozmowach ze znajomymi dziennikarzami i niektórymi politykami mówili, że zostaliśmy "napuszczeni przez cywilnych", sugerowali również nasze prywatne z nimi kontakty.

Posłużenie się przez Dukaczewskiego materiałami obciążającymi Tarnowskiego jest sygnałem, że w odpowiednim momencie na wielu może się znaleźć teczka. Wyjęta z którejś z pancernych szaf WSI bądź nagle "odnaleziona" w prywatnych zbiorach byłych lub obecnych oficerów służb wojskowych. Bo z aktami Wojskowej Służby Wewnętrznej oraz II Zarządu Wojska Polskiego, czyli poprzedniczek WSI, na przełomie lat 80. i 90. działy się dziwne rzeczy. Były masowo palone, ale nie można też wykluczyć, że także ukrywane. - Dobrze taką teczkę mieć w domu - ironizuje wysoki rangą były funkcjonariusz WSI, ale w jego głosie wyczuwa się obawę. Obawiają się nie tylko ludzie ze służb specjalnych, ale przede wszystkim politycy - w każdym ugrupowaniu można przecież znaleźć jakichś "umoczonych".

- Gdy po 1989 roku nowe kierownictwo Urzędu Ochrony Państwa sprawdzało, czy dana osoba jest zarejestrowana w archiwach służb wojskowych, typową odpowiedzią było: "Nic na niego nie mamy". Dopiero później, i to przez przypadek, dowiadywaliśmy się, że człowiek, którego zwerbowaliśmy, był jednocześnie agentem służb wojskowych, czyli ich "wtyką" - opowiada były wysoki funkcjonariusz UOP. I dodaje, że w tym kontekście zamieszanie z dokumentami dotyczącymi Tarnowskiego wcale go nie dziwi.

- Musiał się czymś narazić wojskowym, dlatego doszło do zablokowania jego generalskiej nominacji - uważa poseł z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. I zwraca uwagę na zbieżność odwiedzin Dukaczewskiego u Barcikowskiego i ujawnienia przez Wiesława Kaczmarka afery z Orlenem - oba wydarzenia dzieli kilka dni.

Służby wojskowe zawsze interesowały się gospodarką, w tym sektorem paliwowo-energetycznym. I nawet wtedy, gdy po roku 1990 sfera ta została na mocy ustawy przekazana służbom cywilnym, ludzie związani z WSI nie zrezygnowali ze swych wpływów.

- Nie mamy dobrej prasy - martwił się w rozmowie z nami Dukaczewski. To prawda: niewyjaśniony do dzisiaj nielegalny handel bronią, wykorzystywanie stanowisk do prywatnych celów i interesów, niejasne zasady zwalniania niewygodnych oficerów, skandale szpiegowskie, udział ludzi związanych ze służbami wojskowymi w aferze FOZZ. Te wszystkie historie obiegły media, szczególnie wiele kompromitujących informacji pojawiło się w ciągu ostatniego półtora roku. Cisza nad WSI, która panowała od czasu przełomu ustrojowego, została przerwana.

Niebezpieczny kompromis

Wojskowe Służby Informacyjne są bezpośrednią kontynuacją służb wojskowych okresu PRL. Ciągłość działania jest cechą podstawową. Nie ma żadnego innego organu polskiego państwa, który po 1989 roku nie przeszedł weryfikacji. WSI zachowały swoje aktywa: powiązania, kontakty, kontrolę nad archiwami. Związani ze służbami ludzie są solidarni i hermetyczni. Udało im się wytworzyć wokół siebie nimb tajemniczości.

Gdy w pierwszych latach po przełomie stare służby cywilne ulegały rozmontowaniu, "wojskowi" umacniali swoją pozycję. - Są wszędzie - przekonują nasi rozmówcy. W ministerstwach, przy politykach, w firmach prywatnych i państwowych, na zagranicznych placówkach.

Gdy doszło do zmiany ustroju, solidarnościowi politycy skupili się na zmianach w Służbie Bezpieczeństwa. Jako opozycjoniści czasów PRL dobrze znali metody działalności SB. Byli przez esbeków przesłuchiwani, zatrzymywani, rewidowani. Zło PRL kojarzyło się z ponurym gmachem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przy ul. Rakowieckiej.

Do demontażu SB próbowali wykorzystać pomoc "wojskowych". Zawarto więc kompromis. Tylko że jedna ze stron miała ogromną wiedzę, gromadzoną przez lata, a politycy solidarnościowi nie bardzo wiedzieli, jak się w gąszczu tajnych służb poruszać. Ważny był również fakt, że główne osoby w państwie schyłku PRL, czyli generał Jaruzelski i generał Kiszczak, to ludzie wojska. I wiedzieli, że SB obronić się nie da, trzeba więc walczyć o to, co jest możliwe do uratowania.

Według Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego niekomunistycznego premiera, brak weryfikacji w służbach wojskowych to m.in. efekt jego uzgodnień z ówczesnym szefem Ministerstwa Obrony Narodowej generałem Florianem Siwickim. - Przecież nie mogliśmy robić wszystkiego naraz - tłumaczy były premier. Problem jednak w tym, że następne rządy, mimo początkowych zapowiedzi zajęcia się tą "skamienieliną", żadnej wewnętrznej weryfikacji nie przeprowadziły.

Wejście do biznesu

- Ludzie służb wojskowych w bardzo inteligentny sposób uczestniczyli w prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Wchodzili do biznesu bezpośrednio bądź stawali się pomocnikami biznesmenów - mówi wieloletni oficer wywiadu cywilnego. - Oni pierwsi weszli na tę łódkę - dodaje.



Służby wywiadu i kontrwywiadu wojskowego, które w nowej Polsce miały kilka lat zupełnego spokoju, potrafiły ten czas wykorzystać. Przez pierwsze dwa lata transformacji nie było nawet formalnych zmian organizacyjnych. Z kontrwywiadu wydzielono tylko żandarmerię wojskową. Zdaniem historyka Antoniego Dudka wywiad wojskowy odgrywał znaczną, choć trudną do precyzyjnego określenia, rolę w procesie transformacji gospodarczej na przełomie lat 80. i 90.

W czasach PRL w każdym zakładzie produkującym na potrzeby obronności była specjalna komórka służb wojskowych odpowiedzialna za ochronę produkcji. Polska gospodarka była w dużym stopniu zmilitaryzowana, a przedsiębiorstwa pracujące dla wojska miały rozległą sieć kooperantów. Pod hasło "produkcja na rzecz obronności" podciągano nawet fabryki wytwarzające puszki do konserw. W każdym takim zakładzie musiały być samochody do dyspozycji wojska na wypadek godziny "W". To też kontrolowali wojskowi. W ten sposób powstawała pajęczyna powiązań. I wiedzy.

- Dyrektorzy przedsiębiorstw składali wojskowym kontrolerom raporty o pozycji ekonomicznej zakładu, o sytuacji na rynku danej branży. Ale także o pracownikach - ich słabościach, przyzwyczajeniach, drobnych grzeszkach itp. - opowiada były współpracownik kontrwywiadu wojskowego.

Owa wiedza okazywała się bardzo przydatna na przykład przy przejmowaniu przedsiębiorstw, nierzadko przy pomocy rodzin. Ale częściej "dobrze poinformowani" ze służb wojskowych tworzyli różne spółki, do których wyprowadzali majątek przedsiębiorstw. Natomiast wiedza o ludziach okazywała się przydatna nawet wiele lat później.

- "Wojskowi", nawet po odejściu ze służby, przychodzili do delikwenta, jeśli z czasem wypracował sobie jakieś stanowisko, i składali propozycję nie do dorzucenia: "albo coś mi załatwisz, albo ujawnię, co wiem o tobie" - mówi osoba współpracująca z wojskowymi służbami.

Finanse pod nadzorem

Wywiad wojskowy, czyli II Zarząd Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, osłaniał wielkie afery finansowe okresu transformacji. Tak wynika m.in. z raportu opracowanego w 1992 roku dla rządu Jana Olszewskiego przez Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych. Agenci oraz pracownicy II Zarządu brali też bezpośredni udział w tych przedsięwzięciach.

Najbardziej znana jest sprawa Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego - największa afera finansowa III RP. Głównym oskarżonym w procesie FOZZ jest były szef funduszu, Grzegorz Żemek - pracownik wywiadu wojskowego. W drugiej połowie lat 80. Żemek był kierownikiem wydziału kredytów w filii Banku Handlowego w Luksemburgu. Według ustaleń "Rz" bank ten obsługiwał operacje finansowe służb specjalnych, przede wszystkim związane z handlem bronią. Bank Handlowy był "oknem na świat" PRL. Za jego pośrednictwem przeprowadzano transakcje dewizowe, on też obsługiwał centrale handlu zagranicznego. O znaczeniu filii w Luksemburgu może świadczyć to, że gdy bank był prywatyzowany, zwolniono wszystkich pracowników luksemburskiej filii z wyjątkiem jednego, głównego księgowego, pochodzącego z wojskowej rodziny Jerzego Szczudlika. Pobiera on pensję i mieszka w Luksemburgu, a jego jedynym zajęciem jest pilnowanie archiwów. Jakie zawierają one informacje, że warto było dla nich ustanowić "strażnika pieczęci"?

W krwiobiegu gospodarki

Personalne związki Banku Handlowego, FOZZ i służb wojskowych nie ograniczają się do Grzegorza Żemka. Janusz Sawicki, wiceminister finansów zarówno przed, jak i po 1989 roku, przez jakiś czas był jednocześnie szefem rady nadzorczej FOZZ i Banku Handlowego. Dla nikogo, kto orientuje się w świecie służb, nie jest tajemnicą jego praca dla "wojskowych".

Najbardziej jednak klasycznym przykładem tych potrójnych związków jest Marek G. Najpierw był dyrektorem departamentu w Banku Handlowym, m.in. nadzorował placówki zagraniczne. Później trafił do libańskiej filii banku, a potem znalazł się w Luksemburgu. Pracował tam razem z Żemkiem, by przenieść się z nim do FOZZ jako jego zastępca. Jednocześnie był dyrektorem Departamentu Zagranicznego w Ministerstwie Finansów. Pojawił się także - znowu obok Żemka - w radzie nadzorczej Kredyt Banku. Potem był prezesem państwowej korporacji ubezpieczeniowej, by na koniec zostać szefem AmerBanku. Jego prezesowanie temu bankowi zakończyło się w atmosferze skandalu, aresztowano go na kilka miesięcy.

Przykładów na wchodzenie ludzi służb wojskowych, a w nieco mniejszym stopniu także cywilnych, do instytucji finansowych, które są krwiobiegiem gospodarki, jest znacznie więcej. Ich obecność w tym sektorze po dziś dzień ma jeszcze jeden wymiar - bankowe archiwa, ze względu na konieczność udzielenia obszernych informacji we wniosku kredytowym, są kopalnią wiedzy i o firmach, i o konkretnych osobach.

Służby wojskowe dysponowały u schyłku PRL znacznymi środkami finansowymi, które zazwyczaj w oficjalnych ewidencjach nie figurowały. Wchodzenie kapitałowe do nowo powstających firm było legalizacją tych pieniędzy. Skąd "wojskowi" je mieli?

Oprócz transferów środków z FOZZ oraz handlu bronią, z którego prowizje wynoszą od 25 do 50 proc. wartości kontraktu, były też inne źródła dochodów. W latach 80. służby wojskowe nadzorowały firmy polonijne. Za ten nadzór i, na przykład, pomoc w uzyskiwaniu paszportów otrzymywały część zysków. Wiele przedsiębiorstw polonijnych było personalnie powiązanych z szefostwem WSW. Dochody przynosiły także polowania dewizowe, eksport poroży, niejasne są także losy zabezpieczonego przez WSW mienia osób skazanych na karę przepadku majątku.

Pod przykryciem

Wywiad wojskowy miał liczną rzeszę pracowników "pod przykryciem", znacznie większą - zdaniem byłego wysokiego oficera UOP - niż służby cywilne. - I jest tak do dzisiaj - zapewnia. Osoby takie pracują w WSI na etacie niejawnym i jednocześnie są zatrudnione na ważnych stanowiskach w państwie, w biznesie. Właśnie "pod przykryciem" działali Grzegorz Żemek i Janusz Sawicki.

Ale "niejawni" są praktycznie w każdym ministerstwie, na przykład na szczeblu dyrektorów departamentów. Jak twierdzą nasi informatorzy, najwięcej bywa ich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, ale także w resortach skarbu czy gospodarki.

Przykładem działalności "pod przykryciem" i ciągłości wojskowych służb od czasów PRL jest Jan Majewski, do lata 1992 roku wiceminister spraw zagranicznych u Krzysztofa Skubiszewskiego. W MSZ nadzorował m.in. handel bronią i finanse resortu. Zdaniem Grzegorza Kostrzewy Zorbasa, na początku lat 90. wysokiego rangą urzędnika MSZ, Majewski był oficerem wywiadu wojskowego PRL. W latach 60. został uznany przez rząd Wielkiej Brytanii za persona non grata i wydalony z Ambasady PRL w Londynie pod zarzutem szpiegostwa. Skubiszewski zwolnił Majewskiego ze stanowiska swojego zastępcy i wysłał na placówkę do Pakistanu. Po powrocie Majewski odnalazł się w działalności związanej z handlem bronią. Jest dyrektorem firmy NAT i zasiada w radzie nadzorczej współpracującego z NAT Cenreksu (obie firmy zajmują się handlem bronią).

Na stanowiskach

Gdy wybuchła sprawa nominacji generalskiej dla pułkownika Tarnowskiego, generał Rusak powiedział "Rzeczpospolitej": "Współpracowników na wyższych stanowiskach w państwie niż stanowisko Tarnowskiego jest w WSI mnóstwo. O nich jakoś generał Dukaczewski milczy. Dlaczego? Bo WSI nadal wykorzystują wpływy tych ludzi".

Zapytaliśmy generała, co konkretnie miał na myśli. - Kilkadziesiąt osób, które są kadrowymi oficerami WSI, zajmuje wysokie stanowiska w państwie - twierdzi Rusak. - W tym kilkanaście z nich znajduje się w otoczeniu premiera i prezydenta. Są to zarówno stanowiska podlegające lustracji, jak z niej wyłączone.

- Na przykład kto?

- Osoba o inicjałach G.R. Ten człowiek był i nadal jest jednym z najbliższych współpracowników wszystkich "czerwonych premierów". Kilka osób będących oficerami WSI znajduje się w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.

Sprawdziliśmy: w otoczeniu premiera funkcjonuje jedna osoba o tych inicjałach. Jest to Grzegorz Rydlewski, szef zespołu doradców Leszka Millera. Rydlewski był sekretarzem Rady Ministrów za premiera Oleksego, szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za Cimoszewicza. Z racji zajmowanych stanowiska nie był nigdy zobowiązany do składania oświadczenia lustracyjnego.

- Nigdy nie byłem, nie jestem i nie zamierzam być oficerem WSI - skomentował te informacje Grzegorz Rydlewski.

Oblepianie

Związki między "wojskowymi" a polityką są też innego rodzaju.

- Ciągłość w funkcjonowaniu WSI sprzyjała "oblepianiu" polityków przez ludzi tych służb - ocenia wysoki rangą b. funkcjonariusz UOP. Na czym owo "oblepianie" polega? To proste: to oni mają dla polityków "cukierki". Haki na partyjnych kolegów, donosy na politycznych konkurentów, czasami obietnice, że niewygodne np. dla członka rządu fakty nie wyjdą na jaw. A im bardziej polityk przy władzy czuje się słabszy, tym bardziej takiego poparcia szuka.

W wywiadzie dla "Życia Warszawy" krótko po objęciu stanowiska szefa WSI generał Dukaczewski powiedział: "W ciągu 12 lat nie udało się wytworzyć mechanizmów, które gwarantowałyby, że służby nie będą się wikłać w rozgrywki polityczne"

Podczas pierwszej kampanii prezydenckiej służby wojskowe z własnej inicjatywy dostarczyły - szukając za pośrednictwem Sztabu Generalnego WP dojścia do ludzi Lecha Wałęsy - informację o chorobie psychicznej Stanisława Tymińskiego. Pochodziła ona z tajnego dokumentu z komisji wojskowej dla poborowych.

Ale jest też druga strona medalu. - Służby dają poczucie bezpieczeństwa, dostępu do informacji, wiedzy o przeciwniku politycznym. Na to każde pokolenie polityków nabiera się niezawodnie, bo nadal wszyscy wychowują się na "Stawce większej niż życie" - mówi pragnący zachować anonimowość oficer wywiadu wojskowego.

Jeden z byłych oficerów kontrwywiadu wojskowego przytacza na dowód następującą historię: Przychodzi do polityka funkcjonariusz. Pokazuje dokumenty ochrony kontrwywiadowczej rodziny tego polityka. Wskazuje na podejrzane kontakty np. żony czy syna. Ale zaraz dodaje, żeby się nie przejmować, że on na to wszystko będzie miał pilną uwagę. - To jest informacja dla polityka, żeby spał spokojnie, ale również, by pamiętał, kto mu taki bezstresowy sen gwarantuje.

Podobny mechanizm stosuje się przy "monitorowaniu" opozycji, również tej we własnym ugrupowaniu. - Czasem, żeby pozyskać jakiegoś mniej eksponowanego polityka, dostarcza mu się informacje, żeby zaniósł je szefowi. Wszyscy są zadowoleni, szef, polityk, bo się zasłużył, i my - tłumaczy b. oficer wywiadu. - Potem tylko trzeba mu coś donieść co jakiś czas - dodaje.

Ale oprócz "cukierków" może być też udział w podziale tortu. Sugeruje to wypowiedź b. szefa WSI admirała Kazimierza Głowackiego dla "Trybuny" (lato 2003 r.). Na pytanie dziennikarza, kto był inicjatorem handlu bronią w pierwszej połowie lat 90., Głowacki odparł: "Toczyła się wtedy ostra walka polityczna, najbardziej zaciekła już w trakcie kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy. Byłem wtedy wzywany przez jego urzędników do Belwederu, żeby w jakiś sposób umożliwić zdobycie pieniędzy na kampanię wyborczą. Nie chciałem w tym brać udziału, więc musiało mi się nalać wody w uszy".

- W handlu bronią, podobnie jak w innych przedsięwzięciach biznesowych z udziałem państwa, działa mechanizm prowizji. Część pochodzących z prowizji pieniędzy trafia do polityków i ich ugrupowań - wyjaśnia b. szef dużej firmy zajmującej się obrotem specjalnym.

Skuteczność oblepiania

W ostatnich tygodniach politycy opozycji stawiają sprawę WSI radykalnie. Lider przodującej w sondażach Platformy Obywatelskiej Jan Rokita wprost oświadczył, że wojskowe służby trzeba rozwiązać. Od dawna postulował to lider Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Gdyby więc sondaże potwierdziły w wyborach dominację Platformy i PiS, a obydwa ugrupowania utworzyły rząd, co zapowiada Rokita, dni Wojskowych Służb Informacyjnych byłyby - przynajmniej w obecnym kształcie - policzone.

- Nic bardziej błędnego - studzi takie spekulacje b. szef speckomisji Antoni Macierewicz. I nie jest on osamotniony w tym przekonaniu.

Pomysły na reformę, weryfikację czy nawet rozwiązanie "wojskowych" miały po roku 1989 niemal wszystkie partie opozycyjne. Jednak kiedy przejmowały władzę, szybko weryfikowały poglądy. Jest też rzeczą charakterystyczną, że kolejni ministrowie obrony, gdy obejmowali stanowisko, przestawali mówić o rozwiązaniu służb. - Trzeba zostać szefem MON, by docenić WSI - żartobliwie opisuje tę sytuację jeden z wojskowych publicystów. Dlatego WSI są praktycznie nietykalne, a polityka kolejnych gabinetów zdaje się potwierdzać ich specjalny status.

Opcję zerową w służbach proponował już specjalny zespół do spraw służb specjalnych AWS, którym kierował Marek Kempski. Z planów nic nie wyszło. Przed ostatnimi wyborami radykalne poglądy miał też Zbigniew Siemiątkowski. Uważał, że obecna organizacja wywiadu jest przeżytkiem typowym dla państw autorytarnych. Radykalna reforma służb wojskowych była elementem programu wyborczego Sojuszu.

W lecie 2001 roku Siemiątkowski w obecności przyszłego premiera i przyszłego ministra obrony narodowej zapowiedział publicznie, że po wygranych wyborach powstanie trzecia służba z połączonych wywiadów UOP i WSI. Tak się jednak nie stało. - Nie przekonałem decydentów, w tym ministra obrony - mówi dzisiaj krótko Siemiątkowski. Naciskany dodaje: - Zderzyłem się ze splotem interesów i argumentacją "nie, bo nie". A w tle była obawa WSI przed zmianami.

Zdaniem naszych rozmówców ze służb wojskowych decyzja o niewprowadzaniu reform w WSI została podjęta na linii prezydent - szef MON. Zresztą Kwaśniewski od początku był przeciwny głoszonej przez SLD likwidacji WSI w dotychczasowej formie. A do Jerzego Szmajdzińskiego wojskowi docierali już dwa lata przed wyborami. Nie dość, że był w kierownictwie Sejmowej Komisji Obrony Narodowej, to jeszcze uważano go za pewnego szefa MON w nowym rządzie SLD. Takie "wyprzedzające" działania WSI są typowe dla ludzi tych służb. Dzisiaj za pośrednictwem b. oficerów docierają na przykład do polityków Samoobrony (Marek Mackiewicz, b. szef kontrwywiadu) i Ligi Polskich Rodzin (Konstanty Malejczyk, b. szef WSI).

Walki koterii

Gdy prezydentem został Lech Wałęsa, w służbach wojskowych nie było podziału na zwolenników zmian i ich przeciwników. Tych pierwszych po prostu nie było. Faktyczny podział przebiegał na linii: sympatycy byłej PZPR oraz ci, którzy przyłączyli się do obozu belwederskiego. I do dziś niewiele się zmieniło, choć zmieniali się ci, którzy byli przy władzy. A kolejne roszady personalne w kierownictwie WSI były efektem wewnętrznej walki koterii opowiadających się za jednym lub drugim ośrodkiem władzy. Wygrywała ta grupa, której nominat zostawał szefem WSI. Dzisiaj następuje dekompozycja tych obozów. Jest ona związana z poważnymi przetasowaniami na scenie politycznej, w tym przede wszystkim z rozpadem SLD.

Specyficzny stosunek do służb wojskowych miał prezydent Lech Wałęsa. - Traktował je jak swój folwark - wspomina jeden z polityków związanych dawniej z b. prezydentem. Z kolei Jan Parys, minister obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, przywołuje historię z pomysłem na zakup przez Polskę broni atomowej. Operację miały przeprowadzić WSI.

- Przychodzi do mnie Wawrzyniak (Tadeusz, ówczesny szef WSI - red.) i przedstawia plan zakupu jakichś trzech czy czterech pocisków z ładunkiem nuklearnym. Od Rosjan, rzecz jasna - mówi Parys. Szef WSI miał mu przedstawić z grubsza plan operacji. - Oni przylatują na polowe lotnisko, wyładowują towar, my go sprawdzamy, płacimy, a na końcu specjalna grupa wyskakuje z krzaków i zabiera im pieniądze - opowiada Parys. Zgoda ministra była służbom potrzebna, ponieważ to on podpisywał zezwolenie na wydanie dość sporej sumy. Parys wspomina, że Wawrzyniak przychodził do niego po zgodę kilka razy, powołując się na aprobatę prezydenta wobec tej operacji. - To był czas, kiedy Wałęsa miał pomysły na NATO bis i inne takie, na Wschodzie panował bałagan i np. Stany Zjednoczone były mocno przewrażliwione na punkcie bezpieczeństwa tamtejszego arsenału nuklearnego. A tu Wałęsa chce kupować - mówi Parys.

Między Siwcem a Ungierem

Marek Dukaczewski wyróżnia się zewnętrznie od swoich poprzedników na tym stanowisku. Nie ma cech przypisywanych wojskowym, o których ludzie ze służb cywilnych mówią pogardliwie "trepy". Wysoki, przystojny mężczyzna, elegancko ubrany. Nosi koszule ze spinkami. Jest sympatyczny, chwilami wręcz serdeczny.

- Kłamie - mówi poseł z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, przypominając choćby historię z teczką dotyczącą handlu bronią. - Jego nie można obrazić - dodaje.

Generał różni się od poprzednich szefów WSI nie tylko zewnętrznie. - To się pierwszy raz zdarzyło. Prezydent uzyskał w pełni wpływ na służby wojskowe - uważa Bronisław Komorowski, poseł PO i minister obrony narodowej w rządzie premiera Buzka. A stało się tak właśnie za sprawą Dukaczewskiego, który zanim został szefem WSI, pracował u prezydenta.

Siła głowy państwa wynika z konstytucji. Aleksander Kwaśniewski jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, a WSI są wyspecjalizowaną służbą wchodzącą w ich skład. Ta zasada została zapisana w przyjętej w połowie zeszłego roku ustawie o WSI. Prezydent wręcza nominacje generalskie, a o tym, jak ważny jest to instrument wpływu, wie każdy, kto ma kontakt z ludźmi wojska. Tadeusz Rusak, już jako szef WSI, na generalską nominację czekał trzy lata. Jak mówią osoby znające się na rzeczy, był to pierwszy taki przypadek, że szef wojskowych służb miał przez tyle czasu stopień pułkownika, choć minister obrony narodowej występował o awans.

Dlaczego tak było? - On u nas nie bywa - taki argument miał w odpowiedzi na to pytanie przedstawić Marek Siwiec, szef prezydenckiego BBN. Inna sprawa, że obecni podczas uroczystości nadania Rusakowi generalskich szlifów inni generałowie syczeli: "Skandal". Rusak nie zna języka angielskiego, ale nie była to chyba główna przyczyna ich zachowania.

Sam Dukaczewski takich problemów nie miał. Szybko otrzymał generalskie epolety. W jego gabinecie stoi zdjęcie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Podobne fotografie widzieliśmy też w gabinetach b. prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego oraz przewodniczącej KRRiTV Danuty Waniek.

- Jak pan trafił do Pałacu Prezydenckiego?

- Zupełnie przypadkowo - odpowiada, uśmiechając się, Dukaczewski.

Nasi rozmówcy wskazują na powiązania obecnego szefa WSI z Markiem Siwcem. Poczynając od 1997 roku, gdy Dukaczewski trafił do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, są to związki służbowe. Szef WSI do dziś jest uważany za najbliższego współpracownika Siwca. Większość naszych informatorów wskazuje jednak przede wszystkim na powiązania Dukaczewskiego z Markiem Ungierem, szefem gabinetu prezydenta i szarą eminencję Pałacu. Ungier ukończył w 1977 roku Szkołę Oficerów Rezerwy WSW w Mińsku Mazowieckim, ma stopień majora. W tym czasie Dukaczewski służył w wojskowym wywiadzie.

- Słabością Dukaczewskiego jest to, że jest posłuszny - ujawnia wieloletni oficer wywiadu cywilnego. Na pytanie "komu", odpowiada: - Przecież to oczywiste.

Przemieszczanie

Niektórzy oficerowie służb wojskowych działają niczym bumerang. Wylatują bądź odchodzą ze służby i, nawet po kilku latach, wracają. Zazwyczaj przez ten czas pozostają w dyspozycji ministra obrony. Oznacza to, że statystyki przekazywane przez WSI o skali zmian personalnych są w dużym stopniu wirtualne.

Rekordzistą jest płk Januchta. Po zwolnieniu ze służby pozostawał w dyspozycji szefa MON przez 6 lat. Nic nie robił, pobierał pensję. Teraz został przez gen. Dukaczewskiego przywrócony do służby. Ma objąć placówkę w Kazachstanie.

Innym przykładem "mieszania w tym samym kotle" służb wojskowych są kariery oficerów powiązanych z FOZZ. Na przykład płk Łada, dzisiaj wiceszef wywiadu WSI, był kiedyś oficerem prowadzącym Grzegorza Żemka.

Ciekawy jest przypadek Jana Oczkowskiego, obecnie szefa Biura Bezpieczeństwa w WSI. Po raz pierwszy Oczkowski został zwolniony przez kontradmirała Głowackiego. Gen. Rusak, następca Głowackiego, przywrócił Oczkowskiego do służby. I po kilku latach usunął. - Za wynoszenie dokumentów na zewnątrz - tłumaczy krótko Rusak.

Niedługo po objęciu resortu obrony Jerzy Szmajdziński powołał komisję do zbadania działalności WSI. Bardzo dziwną komisję. Jej szefem został, na wniosek Dukaczewskiego, właśnie płk Jan Oczkowski. Dukaczewski, pytany o zarzuty poprzedniego kierownictwa wobec Oczkowskiego, mówi: - Znam te wątpliwości. Nie podzielam ich.

W składzie komisji znaleźli się także Marek K. oraz płk Janusz A. Marek K. w lipcu zeszłego roku został skazany za próbę skompromitowania prokuratora wojskowego, zaś Januszowi A. kilka tygodni temu prokuratura postawiła osiem zarzutów, głównie za przewinienia służbowe.

Efektem prac komisji były zwolnienia w kierownictwie WSI - i w Warszawie, i w terenie. Jej członkowie objęli szybko stanowiska po oficerach, którzy musieli ze służby odejść. Z WSI pożegnało się też kilku, w większości młodych, oficerów zajmujących się odcinkiem rosyjskim. - To mnie akurat nie dziwi. Główne stanowiska w służbie objęli oficerowie po kursach GRU lub KGB, nie wyłączając Dukaczewskiego - mówi jeden z oficerów. Zapytaliśmy generała o ten epizod jego kariery. - Czy był pan na jakimkolwiek szkoleniu w ZSRR? Po krótkiej chwili milczenia generał odpowiada: - Nie nazwałbym tego szkoleniem, raczej seminarium.

Tajemnice strasznie poufne

Tym, co pomogło wojskowym służbom w utrzymaniu hermetyczności, było niszczenie akt zarówno WSW, jak i II Zarządu WP.

"Szczególne spustoszenie w archiwach miało miejsce na przełomie lat 1989 - 1990, kiedy to na polecenie i pod nadzorem kierownictwa szefostwa WSW oraz z własnej inicjatywy dokonywano totalnych zniszczeń. W niektórych WSW, np. Śląskim Okręgu Wojskowym, zniszczono prawie wszystko z podstawową ewidencją włącznie, choćby książkę inwentarzową dzienników i akt spraw. Takie podejście to ewidentne zacieranie śladów". Jest to fragment meldunku, jaki w 1991 roku złożył szefowi sztabu generalnego, gen. Henrykowi Szumskiemu, jego podwładny.

Polecenie niszczenia akt wydał ustnie gen. Edmund Buła, ostatni szef WSW, pracujący w czasach stalinowskich w osławionej Informacji Wojskowej. Bardzo ważne archiwum znajdowało się w Mińsku Mazowieckim, gdzie byli szkoleni oficerowie. - Bali się nieszczelności, nie wiadomo było, co jeszcze może się stać w najbliższych miesiącach, w czyje ręce mogą wpaść dokumenty - ocenia jeden z późniejszych szefów służb wojskowych. Spalono ponad 20 tys. akt, w tym większość archiwaliów Głównego Zarządu Informacji WP z lat 40. i 50.

Sami członkowie zespołu, który kwalifikował akta do spalenia, przyznawali, że typowanie materiałów do zniszczenia "było bardzo pobieżne, bez pogłębionej analizy treści". W jednej z notatek dla szefa sztabu generalnego przewodniczący badającej sprawę komisji napisał, że "na uwagę" zasługuje fakt, że zniszczono również wiele dokumentów operacyjnych z lat 1980 - 1990. "Niszczenie akt bieżącej działalności spowodowane było angażowaniem kontrwywiadu wojskowego do rozpracowywania opozycji politycznej, a tym samym wkraczania w kompetencje Służby Bezpieczeństwa".

Zniszczenie akt WSW znalazło finał w sądzie, przed którym stanął także gen. Buła. Sprawę zamknięto niewielkimi wyrokami w zawieszeniu. - Zniszczenie wielu tysięcy teczek pozwoliło wojskowym służbom specjalnym spać spokojnie - uważa Macierewicz.

Nie wiadomo zresztą, ilu tak naprawdę pozbyto się bezpowrotnie. Archiwa WSW zostały najprawdopodobniej utrwalone na mikrofilmach, a te wywieziono do Moskwy. Tajemnicą są natomiast okryte koleje losów archiwów II Zarządu.

Jednak to nie koniec kłopotów z wglądem do archiwów WSW. Służby nadal pilnie strzegą dostępu do tych, które ocalały.

Wycięte żyletką

Wszystkie instytucje, które z zgodnie z prawem musiały przekazać archiwa do IPN, miały obowiązek przejrzeć akta i zdjąć z nich klauzulę tajności albo ją przedłużyć. Dukaczewski powiedział "Rz", że tylko 6 proc. wszystkich akt, które przekazała do instytutu jego firma, trafiło do tzw. zbioru zastrzeżonego. To dokumenty, które co prawda zostały wytworzone przez 1991 rokiem, ale - ze względu na nadal prowadzone "czynności operacyjne" - muszą być utajnione i dostęp do nich mogą mieć tylko oficerowie WSI.

- Kłopot z aktami WSI polega też na tym, że nawet dostęp do archiwów ze zbioru ogólnego jest znacznie utrudniony, nie można ich wykorzystać np. do pracy naukowej - mówi dr Antoni Dudek, historyk z IPN. Dudek wyjaśnia, że WSI po prostu przedłużyły klauzulę tajności na te dokumenty. Mogą je więc oglądać osoby jedynie z tzw. dopuszczeniem do informacji niejawnych, ale nie mogą tych informacji wykorzystać.

A są w tych aktach absurdalne przykłady utajnienia dokumentów, jak kronika organizacji partyjnej II Zarządu jeszcze z czasów marszałka Konstantego Rokossowskiego czy kilkustronicowa teczka personalna... pomocy kuchennej w jednej z jednostek WSW w latach 80. Naukowcy korzystający z archiwów wojskowych służb specjalnych trafiają i na inne trudności. W wielu teoretycznie jawnych dokumentach nazwiska zostały powycinane żyletką.

- To są dowody na obsesyjne wręcz poczucie tajności, tak charakterystyczne dla służb wojskowych - mówi Dudek.

Wojskowe Służby Informacyjne rzeczywiście pilnują swoich tajemnic i nie lubią rozgłosu. W swojej siedzibie - szarym i bezstylowym budynku w centrum Warszawy - przy jednym z wejść mają jedynie tabliczkę z napisem "biuro przepustek". Ale w wyszukiwarce internetowej po wystukaniu hasła Wojskowe Służby Informacyjne na jednej z dalszych pozycji jest ogłoszenie Biuletynu Zamówień Publicznych o tym, że WSI kupiły sprzęt telekomunikacyjny. Podany jest typ sprzętu i oczywiście cena transakcji. I pełny adres - al. Niepodległości 243 - z numerem telefonu i faksu.

- To niemożliwe - mówi jeden z oficerów WSI. - To tylko kolejny dowód na niechlujstwo tych służb - komentuje z kolei oficer cywilnej ABW.

Im mniej rozgłosu wokół służb specjalnych, tym lepiej dla ich pracy. Problem jednak w tym, że służby wojskowe od początku III RP broniły się przed jakąkolwiek kontrolą. I pozostały "czarną dziurą" nawet dla tych, którzy powinni mieć wgląd w ich działalność, jak na przykład posłowie z Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 

#10 2006-11-25 00:15:00

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Ponieważ o WSW ludzie wiedzą mało - a są tacy, którzy twierdzą, że WSW ścigało tylko wojskowych złodziei lub dezerterów - więc warto poczytać i samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat. Oto ciąg dalszy dot. poprzednich postów

http://home.mweb.co.za/re/redcap/wswbadge.gif


WPROST EXTRA - Wojskowa Służba Wynaturzeń
Tygodnik "Wprost", Nr 1248 (12 listopada 2006)


WSI przeniosły do III RP wszystkie patologie swoich totalitarnych poprzedniczek

Maciej Korkuć
Doktor historii, pracownik IPN w Krakowie, autor i współautor m.in. książek "Niepodległościowe oddziały partyzanckie w Krakowskiem 1944-1947" i "Komunizm w Polsce"

Wojskowa Służba Wewnętrzna to prawdziwa matka WSI. Jej utworzenie w 1957 r. było częścią pozorowanych działań, które miały pokazać społeczeństwu całkowite zerwanie reżimu Gomułki ze stalinizmem. W rzeczywistości WSW była zaadaptowaną do nowych czasów kontynuacją złowrogiej Informacji Wojskowej - instytucji, która w jednej dekadzie wyczerpała katalog zbrodni przeciw ludzkości, Polsce i jej niepodległości. Wprawdzie zwolniono część oficerów i hucznie zapowiadano procesy sądowe ludzi oskarżanych o stosowanie nieludzkich praktyk, ale sprawy stopniowo wyciszano i umarzano. W gruncie rzeczy zmiany były kosmetyczne: w niczym nie naruszały charakteru WSW jako służby realizującej w totalitarnym państwie działania wymierzone przeciw społeczeństwu.
W strukturze WSW wydzielono dwa piony: kontrwywiadu i służby porządkowej, czyli nadzoru nad żołnierzami, jaki wcześniej odbywał się w garnizonach. Ściśle współpracowano z organami sowieckiego kontrwywiadu (w tym z organami kontrwywiadu stacjonującej w Polsce Północnej Grupy Armii Sowieckiej), a także z Zarządem II Sztabu Generalnego oraz organami bezpieczeństwa MSW.
Wszystkie reorganizacje struktury wewnętrznej były objęte najściślejszą tajemnicą pod pretekstem "kontrwywiadowczej ochrony sił zbrojnych" i bezpieczeństwa państwa. Zasady oczywiste w normalnych państwach demokratycznych w totalitaryzmie były tylko kamuflażem służącym do ukrycia rzeczywistych praktyk. Takie same zostały przeniesione w III RP do Wojskowych Służb Informacyjnych, gdzie ponownie miały skrywać nielegalne praktyki oficerów i funkcjonariuszy.

Wychowankowie Stalina
Tworząc WSW, zachowano ciągłość personalną z organami wojskowej bezpieki z epoki stalinizmu. Jej trzon stanowili oficerowie z długim stażem służby na rzecz ZSRR. Wszyscy dowódcy WSW - aż do 1990 r. - wywodzili się z pokolenia uczącego się "bezpieczniackiego fachu" pod okiem oficerów stalinowskiego NKWD i sowieckiego kontrwywiadu wojskowego. Pierwszym szefem WSW został Aleksander Kokoszyn, przedwojenny komunista i stalinowiec, absolwent tzw. aleksandrowskiej szkoły NKWD w Smoleńsku, utworzonej dla przygotowania kadr sowieckich służb specjalnych w krajach Europy. Kokoszyn nie przypadkiem od 1945 r. zajmował wysokie stanowiska w Informacji Wojskowej. Później stał się wychowawcą i promotorem swoich następców. W 1965 r. zastąpił go dotychczasowy szef Zarządu I WSW gen. Teodor Kufel - również dawny komunista, po wojnie funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Oprócz bogatego doświadczenia praktycznego w organach terroru miał za sobą także szkolenie w moskiewskiej szkole KGB. U boku Kokoszyna kierownicze funkcje w centralnych organach WSW pełnił już od 1958 r. Z kolei jego zastępcą od początku był Czesław Kiszczak.
Kiszczak funkcjonariuszem Informacji Wojskowej został już w 1945 r. W drodze awansu służbowego nie przeszkadzał mu brak matury - "wykształcenie" zapewniła mu Centralna Szkoła Partyjna i szkoła dla oficerów polityczno-wychowawczych. W stalinowskiej Polsce był m.in. oficerem Oddziału II w Głównym Zarządzie Informacji. Już w 1957 r. Kokoszyn ściągnął go do centrali WSW. Zanim Kiszczak został szefem kontrwywiadu WSW i prawą ręką Kufla, dowodził kontrwywiadem marynarki wojennej, a potem Śląskiego Okręgu Wojskowego. Sam przyznawał po latach, że to sowieccy funkcjonariusze uczyli go "abecadła pracy kontrwywiadowczej". "Byli moimi mentorami" - mówił. Nie bez powodu cieszył się zaufaniem ówczesnego rezydenta KGB w Polsce Witalija Pawłowa. W latach 70. ten ostatni naciskał na Jaruzelskiego, ówczesnego ministra obrony narodowej, by Kiszczaka uczynić szefem WSW. "Byłem mile widziany przez Moskwę" - przyznawał Kiszczak. W 1979 r. zajął miejsce Kufla, jako gwarant sojuszniczej wierności wobec Kremla.
Tylko teoretycznie zadania WSW były podobne do zadań wojskowych służb w normalnym kraju: ochrona sił zbrojnych, walka z obcymi wywiadami, zapobieganie aktom dywersji i terroru, ochrona tajemnicy wojskowej itd. W rzeczywistości WSW, podobnie jak cywilna bezpieka, była narzędziem utrzymania władzy partii komunistycznej nad społeczeństwem, organem terroru i represji. Definicję wroga kształtowano swobodnie, podobnie jak definicję tego, co może być - jak mówił statut WSW - "wymierzoną przeciwko wojsku wrogą działalnością reakcyjnych elementów w kraju". Mieściło się w tym nie tylko zwalczanie ludzi o poglądach niepodległościowych i patriotycznych, ale także walka z religią katolicką i praktykami religijnymi żołnierzy, oficerów i ich rodzin. Szczególną wagę przywiązywano do wywierania presji na powoływanych do wojska kleryków.



WSW - nieodrodna córka partii
W latach 60. ekipa Kufla włączyła się w rywalizację wewnątrz PZPR, wspierając działalność wszechwładnego szefa MSW Mieczysława Moczara, m.in. rozpracowując tych oficerów, których podejrzewano o sympatie rewizjonistyczne i "syjonistyczne". W 1968 r. WSW aktywnie uczestniczyła w organizacji udziału Wojska Polskiego w sowieckiej agresji na Czechosłowację. W latach 70. zaangażowała się w prewencyjne akcje przeciw społeczeństwu, m.in. przez prewencyjne powoływanie do wojska ludzi ze środowisk antykomunistycznych i otoaczenie ich szczególnym nadzorem.
W następnej dekadzie szeroko włączono WSW do walki z "Solidarnością" i opozycją demokratyczną. W listopadzie 1980 r. Kiszczak wydał "Wytyczne do planowania działalności WSW na rok 1981", w których nakazał rozbudowę agentury zarówno w objętych kontrolą WSW jednostkach, wśród żołnierzy i ich rodzin, w obiektach i zakładach przemysłowych, jak i w cywilnym otoczeniu ich działalności. Szerokie działania represyjne prowadzono wobec działaczy związkowych przede wszystkim z zakładów podległych MON, wyręczając SB w likwidacji "wrogich elementów" także wśród cywilów. Praktycznie stosowano wszystkie metody, jakimi posługiwała się cywilna bezpieka.
http://home.mweb.co.za/re/redcap/wswcolar.gifRozbudowywano sieć inwigilacji, dokonywano aresztowań, rozbijano redakcje podziemnych czasopism. WSW zwalczała struktury opozycyjne "Solidarności", KPN, "Solidarności Walczącej", Ruchu Wolność i Pokój, m.in. w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu. W stanie wojennym ponownie rozpoczęto powoływanie do wojska ludzi związanych z "Solidarnością" do specjalnie utworzonych jednostek.

Wierny Buła
Mimo upływu lat zmian pokoleniowych na szczycie WSW nie było. W latach 80. następcy Kiszczaka reprezentowali tę samą generację wychowanków Informacji Wojskowej. Edward Poradko (rocznik 1924), szef WSW od 1981 r., także był stalinowskim oficerem Informacji Wojskowej. W latach 1951-1957 był oficerem śledczym w Głównym Zarządzie Informacji Ministerstwa Obrony Narodowej. W 1979 r. zastąpił Kiszczaka na stanowisku szefa Zarządu II SG WP, a dwa lata później objął po nim kierownictwo WSW. W 1986 r. został mianowany ambasadorem PRL przy komunistycznym reżimie w Afganistanie, a jego miejsce zajął niewiele młodszy (rocznik 1926) płk Edmund Buła. On również aktywną służbę w wojskowej bezpiece rozpoczął już w 1945 r. W Informacji Wojskowej nauczył się bezwzględności wobec przeciwników "sowieckiej ojczyzny". PRL doceniała jego zasługi. Za aktywny udział w organizacji inwazji na Czechosłowację otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a wkrótce po objęciu stanowiska szefa WSW awansował na generała brygady.
WSW formalnie istniała do kwietnia 1990 r. Musiała zostać rozwiązana ze względu na ciążący na niej "dorobek" walki przeciw polskiemu społeczeństwu. W gruncie rzeczy jednak likwidacja WSW - tak jak wcześniej Informacji Wojskowej - została sprowadzona do reorganizacji struktury, przyjęcia nowych nazw i pozorowanych zmian kadrowych. Wojskową bezpiekę niemal w nienaruszonym stanie "przeflancowano" do niepodległej RP. Pion porządkowy wydzielono jako Żandarmerię Wojskową. W 1991 r. większość kadr wojskowego wywiadu i kontrwywiadu PRL znalazła się w Wojskowych Służbach Informacyjnych. "Tymczasowe zaniechanie" jakiejkolwiek weryfikacji kadr zaciążyło nad dziejami III RP, obfitującymi w rozliczne afery z udziałem WSI. Umożliwiło także dalszą karierę ludziom z ukrywanymi biografiami pokroju Marka Dukaczewskiego.
Pierwszy niekomunistyczny premier RP Tadeusz Mazowiecki z rozbrajającą szczerością przyznał, że brak weryfikacji w służbach wojskowych był efektem pookrągłostołowych uzgodnień z ówczesnym szefem MON gen. Florianem Siwickim.

Wielki łowczy
Dyskusje publiczne w latach 90. ogniskowały się przede wszystkim wokół wpływów byłej cywilnej bezpieki. Służby wojskowe wciąż były nietykalne. Generał Buła w latach 1989--1990 stał się głównym wykonawcą operacji czyszczenia przeszłości Informacji Wojskowej i WSW. Zarówno Kiszczak, uznany przez Michnika za "człowieka honoru", jak i przeniesiony w stan spoczynku Buła spokojnie obserwowali kontynuację karier swoich dawnych podwładnych w nowych służbach. Ci, podobnie jak postkomunistyczni ministrowie obrony narodowej, zadbali też o dobrą pamięć poprzedniczek WSI. Stanisław Dobrzański, minister obrony w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza (skądinąd syna oficera Informacji Wojskowej), w 1996 r. ustanowił nawet dzień 25 października świętem WSI, w bałamutnej próbie nawiązania do tradycji wojskowych służb specjalnych II RP.
Bule nie zaszkodziły ani przedstawiane już na początku lat 90. oskarżenia o udział w stalinowskich represjach, ani ślimaczący się przez 6 lat (zakończony w 1996 r.) proces o niszczenie akt WSW. Wyrok - 2 lata więzienia - zapadł w zawieszeniu, a Buła pozostał emerytowanym generałem Wojska Polskiego. Prawdziwą niespodzianką dla niego i jemu podobnych było dopiero zaliczenie w ustawie o IPN z 1998 r. wojskowych służb PRL do organów bezpieczeństwa postawionych - zgodnie z ich prawdziwą rolą w historii - w jednym rzędzie z "organami bezpieczeństwa Trzeciej Rzeszy i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich".
http://home.mweb.co.za/re/redcap/polndreg.gifW 2001 r. rozpoczął się nowy proces, w którym Bułę posadzono na ławie oskarżonych za służbę w stalinowskim aparacie terroru. Ustalono, że w latach 1948-1951 jako oficer, a następnie szef jednej z sekcji Informacji Wojskowej sfabrykował oskarżenia wobec 17 osób, które odmówiły współpracy agenturalnej z IW (w większości byłych żołnierzy AK i Wojska Polskiego), co doprowadziło do skazania ich na wieloletnie więzienie. Zarzucono mu także uczestnictwo w bezprawnym pozbawianiu wolności "w warunkach szczególnego udręczenia". Aresztowani podoficerowie podczas śledztw i w więzieniu byli torturowani i maltretowani psychicznie. Wiele to nie zmieniło. Dzisiaj Buła mieszka na Dolnym Śląsku. Wciąż ma wpływowych przyjaciół i namiętność do ulubionego sportu wielu dygnitarzy PRL, ZSRR i III Rzeszy. W lipcu 2006 r. jako łowczy Polskiego Związku Łowieckiego został nawet powołany do rady ds. łowiecko-hodowlanych przy rektorze wrocławskiej Akademii Rolniczej. Generalskie pensje zapewniają jemu, Kiszczakowi i innym komunistycznym funkcjonariuszom niezasłużenie godne życie. Czy kiedyś doczekamy się definitywnego przecięcia tej haniebnej pępowiny?

WPROST EXTRA
KOLEJNI SZEFOWIE WSW OD CHWILI POWSTANIA DO ROZWIĄZANIA SŁUŻBY W 1990 R.

gen. bryg. Aleksander Kokoszyn 1957-1964
Członek Komunistycznej Partii Polski, działacz Polskiej Partii Robotniczej. Absolwent kursów NKWD w Kujbyszewie. Był szefem Głównego Zarządu Informacji MON. Miał za zadanie zreorganizować tę instytucję oraz oczyścić jej struktury z oficerów, na których ciążyły zarzuty stosowania brutalnych metod podczas śledztwa. W praktyce okazało się, że pozbył się jedynie najbardziej kontrowersyjnych śledczych, pozostawiając struktury organizacji prawie nie naruszone - większość jego najważniejszych podwładnych, którzy wraz z Kokoszynem tworzyli "nowe" WSW, to byli oficerowie wykształceni, przez organy bezpieczeństwa ZSRR.

gen. bryg. Teodor Kufel 1964-1979
Po wybuchu powstania warszawskiego walczył w batalionie Czwartaków, następnie w październiku 1944 r. został komendantem Okręgu Warszawa Lewa Podmiejska Armii Ludowej. Po zakończeniu wojny był oficerem Milicji Obywatelskiej w Warszawie. W 1954 r. wyjechał do szkoły KGB w Moskwie. Od tamtej chwili zaczęła się jego kariera w strukturach bezpieczeństwa PRL. Po powrocie z Moskwy był jeszcze przez trzy lata komendantem głównym MO. Następnie został szefem kontrwywiadu wojskowego WSW. Po odejściu ze stanowiska szefa WSW, w 1979 r. objął funkcję szefa Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie.

gen. dyw. Czesław Kiszczak 1979-1981
Członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR w latach 1986-90. Był bliskim współpracownikiem gen. Jaruzelskiego. Brał udział w organizowaniu stanu wojennego i był członkiem Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), a później uczestnikiem rozmów w Magdalence i rozmów "okrągłego stołu". Desygnowany na premiera w lipcu 1989 r. nie zdołał utworzyć rządu. Pierwszy premier w III RP Tadeusz Mazowiecki w wyniku porozumień "okrągłego stołu" mianował Kiszczaka wicepremierem. Z czynnego życia politycznego generał wycofał się w 1990 r. Kiszczak został wyrokiem sądu uznany za winnego przyczynienia się do śmierci górników z kopalń Wujek i Manifest Lipcowy w grudniu 1981 r.

gen. dyw. Edward Poradko 1981-1986
Podczas II wojny światowej walczył w szeregach Gwardii i Armii Ludowej. W okresie terroru peerelowskiego w latach 1951-1957 był oficerem śledczym Głównego Zarządu Informacji. W Zarządzie II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w latach 1972-79 r., był szefem wywiadu strategicznego. W 1986 r. po odejściu z WSW został mianowany ambasadorem w Afganistanie, do kraju powrócił dopiero w 1990 r.

gen. bryg. Edmund Buła 1986-1990
Służbę w organach kontrwywiadu wojskowego rozpoczął w 1945 r. Służył m.in. jako starszy oficer Oddziału II Głównego Zarządu Informacji, zajmującego się represjonowaniem byłych żołnierzy AK oraz przesłuchiwaniem jeńców wojennych. W LWP był oficerem zarządu kontrwywiadu w różnych jednostkach. Także szefem Wydziału Informacji w Marynarce Wojennej i słuchaczem kursu w Związku Radzieckim. W 1968 r. został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za udział w operacji "Dunaj", czyli inwazję wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Od 1990 r. wiedzie spokojny żywot emerytowanego oficera.


SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA W PRL

Resort Bezpieczeństwa Publicznego (RBP) 1944-1945
Pierwszy w Polsce Ludowej zorganizowany organ bezpieczeństwa. Zbudowany na wzór radziecki. Do jego głównych zadań należała obrona organizowanego przez partię komunistycznego systemu władzy na nowo wyzwolonych terenach Polski. Pierwszy zalążek nowego aparatu bezpieczeństwa powstał już w kwietniu 1944 r. na terenie ZSRR. Wyselekcjonowana grupa dwudziestu polskich komunistów rozpoczęła kurs w szkole Komisariatu Spraw Wewnętrznych - NKWD, numer 336 w Kujbyszewie. Pierwszym szefem RBP był Stanisław Radkiewicz, absolwent moskiewskiego Komunistycznego Uniwersytetu Komiternu. Uczestnik wojny najpierw jako żołnierz Armii Czerwonej, a dopiero od 1944 r. w Ludowym Wojsku Polskim. Był jednym z organizatorów terroru stalinowskiego w Polsce.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (MBP) 1945-1954
Organ bezpieczeństwa wewnętrznego o statusie ministerialnym, zorganizowany na polecenie władz ZSRR. Odpowiedzialny za masowe represje w Polsce. Potocznie nazywany Urzędem Bezpieczeństwa (UB). Szefem departamentu Kontrwywiadu był Roman Romkowski, człowiek bez wykształcenia (ukończył tylko dwie klasy szkoły powszechnej). Członek organizacji komunistycznych od 1922 r. Jego wpływy w resorcie przewyższały nawet wpływy szefa resortu. Romkowski miał prawo składać meldunki bezpośrednio Ławrientijowi Berii. Aresztowany w 1956 r. za znęcanie się nad więźniami. Odsiedział osiem lat.
Agentury MBP wsławiły się m.in. represjonowaniem członków Armii Krajowej oraz akcją aresztowania i porwania 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, których następnie wywieziono do Moskwy, gdzie zostali osądzeni i uwięzieni. Władze radzieckie sprawowały kontrolę nad MBP poprzez tzw. doradców. Byli to radzieccy oficerowie kontrwywiadu wojskowego Smiersz (wywiad wojskowy GRU), następnie oficerowie NKWD, aż wreszcie oficerowie łącznikowi przy warszawskiej rezydenturze Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego.

Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego (1954-1956)
W wyniku likwidacji MBP powstały dwie odrębne administracje: Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego oraz MSW przy Radzie Ministrów. Zadaniem komitetu była przede wszystkim likwidacja podziemia patriotycznego w Polsce. Pierwszym jego szefem został gen. mjr. Iwan Sierow, oficer Armii Czerwonej, od 1954 r. do 1958 r. szef KGB, następnie od 1958 r. do 1963 r. na stanowisku szefa Wywiadu Wojskowego GRU. Sierow jest odpowiedzialny za zamordowanie polskich oficerów w Katyniu. Kierował akcją niszczenia chłopstwa na Ukrainie oraz krwawą czystką w Armii Czerwonej. W lutym 1939 r. został przeniesiony do NKWD z inicjatywy Ławrientija Berii. Kierował działaniami NKWD w Polsce. Za porwanie polskich przywódców państwa podziemnego (proces szesnastu) Stalin odznaczył go tytułem Bohatera Związku Radzieckiego i awansował do stopnia generała pułkownika. Bierut nadał mu Krzyż Orderu Virtuti Militari. Order został odebrany Sierowowi dopiero w roku 1995 przez prezydenta Lecha Wałęsę. Podczas sprawowania funkcji przewodniczącego KGB Sierow m.in. brał udział w tłumieniu powstania węgierskiego w 1956 r.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (1954-1990)
MSW powstało w wyniku likwidacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Powołano wtedy Departament I MSW, zajmujący się wywiadem zagranicznym, Departament II MSW, prowadzący rozpracowanie kontrwywiadowcze, oraz Służbę Bezpieczeństwa (SB), która działała do 1990 r. Polskę opuścili wówczas radzieccy doradcy z GRU i NKWD. W zamian pojawiła się oficjalnie akredytowana misja (placówka) KGB, która de facto sprawowała kontrolę nad działaniami polskich organów bezpieczeństwa. Pierwszym szefem MSW został gen. Czesław Kiszczak, od 1945 r. członek partii komunistycznych. Członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR. Z życia publicznego wycofał się w 1990 r. Obciąża się go odpowiedzialnością z zbrodnie czasów PRL.

Służba Bezpieczeństwa (1954-1990)
Zadania Służby Bezpieczeństwa praktycznie nie różniły się niczym od zadań jej poprzedników (MBP lub KdsBP). SB głęboko penetrowała środowisko Polonii brytyjskiej, amerykańskiej i kanadyjskiej. Służba brała udział w zwalczaniu opozycji oraz represjonowaniu uczestników demonstracji wolnościowych i strajków. Wraz z milicją i wojskiem tłumiła demonstracje w marcu 1968 r., oraz w 1970 r. na Wybrzeżu i w 1976 r. w Radomiu i Ursusie. Inwigilowała duchowieństwo, niezależne środowiska intelektualne oraz mniejszości narodowe w kraju. Brała udział w pacyfikacji kopalni Wujek, w czasie której zginęło 9 górników. Podczas stanu wojennego SB internowała ok. 10 tys. osób. Wobec działaczy opozycyjnych stosowała metody śledcze UB, oparte m.in. na presji psychicznej i biciu przesłuchiwanych. W chwili odwilży politycznej w 1989 r., kiedy było jasne, że PRL chyli się ku upadkowi, rozpoczęła akcję niszczenia własnych archiwaliów. Spalono wtedy ok. 646 tys. materiałów z MSW. Spalona miała być kartoteka czynnych i wyeliminowanych osobowych źródeł informacji SB. Nie wszystko udało się im zniszczyć.

Wojskowe Służby Specjalne PRL (1944-1990)
Rodowód wywiadu wojskowego PRL sięga połowy maja 1943 r. Przy nowo formowanej na terenie ZSRR 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki utworzono wówczas pierwszą kompanię rozpoznawczą. Powołanie w pełni wyspecjalizowanego organu wywiadu wojskowego nastąpiło 18 lipca 1945 r. W ramach struktur Sztabu Generalnego Wojska Polskiego powstał oddział II (wywiadowczy). Organ wywiadu wojskowego działający w ramach struktur sztabu LWP istniał od 1945 r. do 1951 r. Następnie przemianowany na Zarząd II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Także od 1947 r. do 1950 r., Oddział II Sztabu Generalnego połączono z Wydziałem II Samodzielnym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, co utworzyło Departament VII Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zajmujący się wywiadem.
Od początku istnienia WSW w strukturach służby działał koordynator współpracy z radzieckim aparatem bezpieczeństwa. Rolę tę pełnił szef oficerów łącznikowych KGB do spraw kontrwywiadu wojskowego. W praktyce oznaczało to nieformalną podległość WSW władzom bezpieczeństwa ZSRR. Koordynator był też zazwyczaj III zastępcą szefa Misji Łącznikowej KGB przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Główny Zarząd Informacji (GZI) WP/MON/Kds BP (1945-1957)
Organ kontrwywiadu wojskowego działający w latach 1944-1957. Pierwsi oficerowie tej służby przeszli kurs w szkole NKWD w Kujbyszewie. Oficerowie tej służby są odpowiedzialni za masowe represje wśród żołnierzy Wojska Polskiego, Armii Krajowej, a także ludności cywilnej. Jednym z doradców GZI był gen. mjr Iwan Sierow. Znany z tego, że osobiście przesłuchiwał i torturował w więzieniu na Lubiance Leopolda Okulickiego, komendanta głównego AK. Sierow ponosi odpowiedzialność za mord polskich oficerów w Katyniu.

Zarząd II Sztabu Generalnego WP (1951-1990)
Organ wywiadu wojskowego działający w ramach struktur Sztabu Generalnego LWP. Od 1959 r. do 1961 r. przy Zarządzie II działała Jednostka Wojskowa 2000. Jej zadaniem było przygotowanie pracowników służby dyplomatycznej i wojska do zadań w przyszłej misji obserwacyjnej w Korei, później w Wietnamie.

Wojskowa Służba Wewnętrzna (WSW) (1957-1990)
Zadaniem WSW było m.in. zwalczanie działalności szpiegowskiej, skierowanej przeciwko Wojsku Polskiemu i armiom sojuszniczym, dywersji politycznej, terroru, sabotażu, zapobieganie tworzenia nielegalnych związków wewnątrz sił zbrojnych PRL.

Wojskowe Służby Informacyjne (1990-2006)
WSI powstały z rozwiązanego wywiadu wojskowego: Zarządu II Sztabu Generalnego oraz kontrwywiadu wojskowego, wchodzącego w struktury WSW. WSI była jedyną służbą w Polsce, która nie przeszła tak głębokich reform jak cywilne służby bezpieczeństwa - pracę zachowało większość oficerów z peerelowskim rodowodem oraz radzieckim wykształceniem wywiadowczym. Media od połowy lat 90. ujawniały wypadki zaangażowania pracowników WSI w nielegalny handel bronią, w tym także z mafią rosyjską. Wojskowe służby są też podejrzewane o próby wpływania na gospodarkę i politykę w Polsce. Obecnie szeroko dyskutowany jest także wpływ WSI na media. 30 września br. służby zostały zlikwidowane.
(JU)


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 

#11 2007-02-07 23:01:01

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Filip GRON napisał:

To było WSW a , nie Sb i wszystko jasne. Mój ojciec ścigał kryminalistów w wojsku

I tu jeszcze coś o WSI, które było następcą WSW... Sami się ścigali po prostu :p


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 

#12 2007-02-17 14:31:51

 Skywalker

Grupowicz Gaduła

Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-08-19
Posty: 735
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

I jeszcze podsumowanie w postaci raportu o WSI (wcześniej WSW).
Źródło: miras2.0http://www.salon24.pl/gfx/001/logo_small.jpg


2007-02-17, 10:43:08
Onyszkiewicz, Komorowski, Szmajdziński przed Trybunał

To na początek.

Wszyscy rzucili się na Raport w poszukiwaniu nazwisk. No, to miała być taka druga lista Wildsteina. Takie chyba było oczekiwanie medialno-społeczne.

Tymczasem najważniejsze w nim były nie nazwiska, które, te co smaczniejsze, poznaliśmy już dość dawno, ale uogólnienia, zwłaszcza te sugerujące, że WSI były resztówką (ale jaka resztówką) wasalnego poddaństwa wobec ZSRR-Rosji.

Już samo to, że w administracyjnym i gospodarczym krwioobiegu państwa polskiego zadomowiły się niekontrolowane i nie ujawniające swojej prawdziwej natury, komórki, wystarczy, by odpowiadających za WSI wszystkich szefów MON do Sikorskiego zacząć ścigać z paragrafów konstytucyjnych.

A nie tylko oni odpowiadają prawnie i moralnie za skandal wieloletniego tolerowania państwa w państwie, jakim było WSI. Tłumaczyć powinni się i Lech Wałęsa, który jak słusznie zauważył Rybitzky, nie ma nic na swoje usprawiedliwienie, nic sensownego w każdym razie, i kolejne rządy, elity, ale też i dziennikarze, nie tylko ci, którzy w raporcie się znaleźli.

Związki z sowieckimi i rosyjskimi służbami, współpraca z wrogami Polski, zdrada stanu. To oskarżenia nie wypowiedziane być może w raporcie explicite, ale wybrzmiewające hermeneutycznie w warstwie rozumienia tekstu.

W odpowiedzialności przedstawicieli władz z lat dziewięćdziesiątych pisałem już wczoraj, ale w tonie raczej żartobliwym i posługując pewną przenośnią, że tylko inwazja UFO i opanowanie umysłów przez Obcych może tłumaczyć dziwną i niezrozumiałą tolerancję wobec WSI i jego poczynań przez długie lata IIIRP.

Może mój wpis był przenośnią zbyt ekstrawagancką.

Dzisiaj więc kawa na ławę:

Odpowiedzialnych postawić przed Trybunałem Stanu!

Offline

 

#13 2007-05-25 10:34:19

 Skywalker

Grupowicz Gaduła

Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-08-19
Posty: 735
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

http://www.rmf.fm/fakty/media/img/94/94655_mi.jpg
W środowisku muzycznym już wiadomo też... A wiadomość historycznie potwierdzona z dwóch źródeł...
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Szkoda... :[

rip2

Offline

 

#14 2007-05-25 15:43:25

Piki

Grupowicz Gaduła

2606125
Skąd: Wrocław
Zarejestrowany: 2006-07-22
Posty: 393

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Czy to napewno jest potrzebne na tym forum ?


Życie współczesne to powieść idioty...

Offline

 

#15 2007-05-25 22:59:28

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Muzycy w służbie PRL-owi :-)

Piki napisał:

Czy to napewno jest potrzebne na tym forum ?

Tak. Przecież nic się nie zmieniło od czasów gdy rozmawialiśmy o T.G.? :) A o nim rozmawialiśmy.

Sprawa dotyczy akurat Jarocina (choć nie tylko). Natomiast nie mam zamiaru ciągnąć tego tematu. Był i już. Inaczej pewnie będę odbierał jego twórczość. Wokalista Noir Desir też coś tam zrobił odbiegającego od standardów i też inaczej ludzie na jego twórczość patrzą. Nie widzę powodów, żeby jakieś fakty na siłę trzymać w ukryciu, skoro o tym się mówi.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 


Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
houston motorcycle accident lawyer busy Kiel