::: www.Jarocin-Festiwal.com/forum ::: !Teraz Jarocin 2012! :::


Historia i dzień obecny Festiwali rockowych w Jarocinie

Ogłoszenie


Jarocin Festiwal | Utwórz swoją wizytówkę

#1 2008-07-25 00:39:45

inez

Nowy Grupowicz

Zarejestrowany: 2006-08-23
Posty: 11

Napisali o Jarocinie

http://www.polskatimes.pl/gloswielkopol … ,id,t.html

2008-07-21 13:08:25, aktualizacja: 2008-07-21 13:08:25

Najlepsza muzyka i najlepsze (bo najtańsze) wina - to w Jarocinie nie zmieni się nigdy. Czwarty już "nowy" festiwal też taki był, ale był też... inny. Bardziej przypominał muzyczną podróż, niż przystanek. Do pociągu, którego stacje po raz pierwszy wyznaczył nowy maszynista festiwalu Michał Wiraszko, wsiadło w tym roku prawie 10 tysięcy fanów.
Piątek. Na scenie gra legendarny Kryzys. Robert Brylewski w meloniku i czarnych spodniach ze srebrnymi lampasami śpiewa o chorej ambicji. Z boku sceny stoi Ona, niewysoka, w czarnej sukience, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cała zasłuchana. Za pół godziny wejdzie na tą samą scenę, by powalić na kolana cały Jarocin. Renata Przemyk, bo to o niej mowa, stworzyła jeden z najlepszych koncertów tegorocznego Jarocina. Stworzyła go całą sobą: jej głos miał siłę ognia, miał odcień czerwieni, którą miała za plecami jako tło do swojej muzyki.
- W czasie koncertu płynęła ta sama dobra energia, którą czułam tu kilkanaście lat temu. To było niesamowite i dlatego bardzo chciałabym tu znów wrócić - komentowała na gorąco Renata Przemyk.
Nie tylko ona wyzwoliła energię tamtego Jarocina, by połączyć ją z tym nowym. W sobotę "Zakazanymi Piosenkami" zrobiły to Strachy na Lachy. Ten koncert również przejdzie do historii tego festiwalu. Nie tylko dlatego, że już sam repertuar jest częścią legendy: wygrzebane przez Grabaża i na nowo przywrócone światu i muzyce piosenki Rejestracji, Siekiery, Braku, Bikini czy WC, okazały się bowiem czymś więcej niż tylko podróżą sentymentalną dla starych załogantów i lekcją historii dla młodych. Mieli w tym swój udział goście Strachów: Renata Przemyk, Tomek Budzyński czy Spięty z Lao Che.
- I publiczność, która bardzo nam pomagała - mówi Grabaż.
Dla takiej publiczności byli gotowi zagrać nawet to, czego nie było w programie: "Idzie wojna" Siekiery wykonana została przez Budzego (kiedyś wokalisty Siekiery) i Grabaża. Kilka tysięcy ludzi w irokezach i dredach, glanach i trampkach nigdy im tego nie zapomni.
Trzeci i ostatni dzień festiwalu to czekanie na Kult, którego koncert w takim miejscu mógł być tylko jeden - kultowy. O godzinie 14, kiedy zaczęli swoją próbę, lista utworów nie była jeszcze ułożona. Miała dopiero powstać w jednym z hotelowych pokoi.
- Mam nadzieję, że nie będziecie się za nas wstydzić - mówił Kazik Staszewski na kilka godzin przed występem, który miał się rozpocząć po zamknięciu tego wydania naszej gazety.
Były koncerty najlepsze, były też... niedokończone. W pierwszy dzień festiwalu na bis nie wyszła Kasia Nosowska, bo zabrakło na to czasu. Jeszcze mniej miało go w sobotę Lao Che, którego koncert składał się zaledwie z sześciu lub siedmiu kawałków. Gdyby to zależało od publiczności, koncert Lao Che nie skończyłby się nigdy. Napięty program festiwalu, a zwłaszcza godziny występów zagranicznych artystów, był jednak bezlitosny, czego publiczność do końca zrozumieć nie chciała. I trudno się jej dziwić. Niewykluczone, że za rok koncerty takich zespołów jak Lao Che będą już bardziej pełnowymiarowe, a na bisy każdy będzie miał swoje pięć minut.
Swoje duże pięć minut mieli z pewnością na tym Jarocinie zagraniczni artyści. O ile piątkowy pop-rockowy koncert Bretta Andersona starzy punkowcy przyjęli wręcz ze zgorszeniem, to już sobotni koncert Asian Dub Foundation okazał się strzałem w dziesiątkę. Dobrze przyjęty przez jarocińską publiczność został mroczny Peter Murphy (ex Bauhaus) i gniewny The Subways. Serce Jarocina było jednak po tej polskiej stronie i trudno będzie znaleźć taką zagraniczną gwiazdę festiwalu, którą publiczność pokocha bardziej niż Renatę Przemyk, Strachy na Lachy czy Kult.
=====================================================

Wczoraj zakończył się festiwal Jarocin 2008. Kojarzony przede wszystkim z punkiem, teraz ma być ponadgatunkowym świętem muzyki


- Wrócimy tu za rok - deklarowała większość festiwalowiczów. Czy to znak, że nowa formuła festiwalu się sprawdziła?
Legenda jarocińskiego festiwalu jest wciąż wyzwaniem dla jego organizatorów, którzy próbują nawiązać do najlepszych lat z historii, a zarazem nadać mu nową formułę. Powoli to się udaje. Objawem zmieniającej się konwencji jest liczniejszy niż przed laty udział gwiazd zagranicznych i coraz lepszy poziom artystyczny występujących w Jarocinie kapel rockowych.

W tym roku zaproszono pięcioro brytyjskich wykonawców, w tym trzy gwiazdy - Bretta Andersona, Petera Murphy'ego i Asian Dub Foundation. Anderson i Murphy wielką sławę zdobywali, stojąc przed laty na czele kultowych zespołów - pierwszy Suede, drugi - Bauhausu. Dziś artystyczny dorobek sprzed lat wciąż stanowi znaczącą część ich koncertowego repertuaru i - co chyba nie dziwi - jest zdecydowanie najlepiej witany przez publiczność.

Lepsze wrażenie zostawił po sobie Murphy. Skromny skład instrumentalny jego zespołu grał sugestywną, choć pozbawioną technicznych fajerwerków muzykę. Bauhaus uważany jest za prekursora rocka gotyckiego. Echa tego nurtu pojawiały się oczywiście podczas jarocińskiego koncertu. Gdy nad łąką festiwalową popłynęły słowa słynnego hitu "Bela Lugosi is dead" - na niebie pojawiły się błyskawice. I jak tu nie wierzyć w siłę muzyki Murphy'ego!

Anderson zagrał koncert dobry, choć nierówny. Dotkliwa była różnica między dawnym i nowym repertuarem. Melodyjny, jasny, śpiewny głos wokalisty nie wystarczał już przy słabszych, nowych piosenkach. Znacznie więcej emocji budziły stare hity Suede - nie tylko dlatego, że lepiej znane. "Beautiful Ones", "Can't Get Enough" czy "Everything Will Flow" nadal mają w sobie rockową moc. Niemniej liczba osób pod sceną Andersona z każdą chwilą malała - niewielu dotrwało do końca. Cała łąka pod festiwalową sceną zafalowała za to (choć było już po północy) następnego dnia, gdy estradą zawładnęli muzycy Asian Dub Foundation. Wybuchowa mieszanka, którą współtworzą elementy hip-hopu i bhangry z punkową niemal mocą i mocnym społecznym przekazem, została owacyjnie przyjęta przez słuchaczy. Mimo pozorów spontaniczności ADF to jednak doskonale zaplanowany mechanizm - co może być i pochwałą, i zarzutem.

Świetne koncerty dawali też polscy wykonawcy przyjmowani przez festiwalową publiczność równie gorąco jak brytyjskie gwiazdy rocka. Jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń festiwalu był koncert grupy Strachy na Lachy z numerami z nowego albumu "Zakazane piosenki". Zespół po raz kolejny sięga do cudzej twórczości, tym razem po bardziej i mniej znane niezależne piosenki lat 80. W samym projekcie i podczas koncertu wystąpili liczni goście, m.in.: Renata Przemyk, Tomasz Budzyński, Gutek z Indios Bravos czy Spięty z Lao Che. "Marmur" grupy Holy Toy zabrzmiał niemal w klimacie ska, podobnie jak "Idzie wariat" Rejestracji, a z kolei "Fabryka" Dezertera - prawie industrialno-elektronicznie. Świetna była "Wyspa syren" Lluisa Llacha zaśpiewana przez Tomasza Budzyńskiego. Co ciekawe, mimo obecności tego ostatniego, pamiętny song Siekiery "Idzie wojna" Grabaż powierzył Renacie Przemyk.

Dla wielu kontestatorów obecnej, niepunkowej formuły festiwalu jedną z najbardziej kontrowersyjnych gwiazd tegorocznej edycji miała być właśnie Przemyk. Tymczasem artystka, dając solowy koncert, została owacyjnie powitana przez publiczność. Więcej - dała jeden z lepszych koncertów całej imprezy.

W świetnej formie wokalnej była też Nosowska. Zaśpiewała kawałki z płyty "UniSexBlues". Na okładce płyty artystka nazywana jest Madame - i tak też prezentowała się na jarocińskiej scenie: włosy w kok, elegancka, błyskająca cekinami spódnica, buty na wysokim obcasie.

Festiwal w Jarocinie to nie tylko gwiazdy, ale też tradycyjny konkurs dla młodych zespołów. Nagrodę jury zdobył warszawski Reverox, który gra mocny rock w klimacie indie. Wyróżnienia otrzymały Chemical Garage (melodyjny kalifornijski punk), Labirytm (hip-hop w rytmie funk) i Rockaway, którzy sami określają swoją muzykę jako heavy-roll-big-beat, co sprowadza się do prostego, gitarowego rocka. Tę ostatnią grupę nagrodzili też słuchacze.

Skoro o publiczności mowa - okazało się, że Jarocin jest prawdziwie międzypokoleniowym festiwalem, i to zarówno na scenie, jak i pod nią. Najmłodszy z festiwalowiczów nie rozstał się jeszcze ze smoczkiem, a wśród najstarszych byli tacy, którzy do grona seniorów zaliczali się już w pierwszych latach jarocińskiej imprezy. I młodzi, i starsi bawili się doskonale zarówno przy rozkołysanym, pełnym jasnych barw graniu grupy Vavamuffin, jak i przy porywającym miejskim folk rocku grupy Lao Che. Inna sprawa, że organizatorzy życzyliby sobie pewnie liczniejszej rzeszy słuchaczy - w najlepszy pod względem frekwencji sobotni wieczór było nieco ponad osiem tysięcy osób. Przed organizatorami stoi więc trudne zadanie. Na zagęszczającej się mapie wakacyjnych imprez rockowych w Polsce coraz trudniej wyraźnie wyrysować własny, odrębny ślad.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Offline

 

#2 2008-07-27 00:44:05

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Napisali o Jarocinie


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 

#3 2008-07-28 00:46:38

Jarocin-Festiwal

Grupowicz Gaduła

5543699
Call me!
Skąd: Warszawa
Zarejestrowany: 2006-07-04
Posty: 997
WWW

Re: Napisali o Jarocinie

Forum zespołu Koniec Świata

http://www.****.fora.pl/koncerty,3/jarocin-2008,500-40.html#13318

Jak do tej pory - zdecydowanie najciekawsze relacje.


Książka "GRUNT TO BUNT. Rozmowy o Jarocinie" najtaniej u wydawcy IN ROCK:
kliknij tu!!!

Offline

 


Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
GartenmĂśbel Luckau na blogu autora